Z ostatniej chwiliNajnowszy sondaż: Wyborcy uciekają Tuskowi – PO 27 proc., PiS - 22 proc., Ruch Palikota – 17 proc.
Podsumowanie pierwszego miesiąca reformy edukacji. Zamiast liczyć i pisać, pierwszoklasiści kolorują obrazki
Minął właśnie miesiąc od wejścia w życie reformy oświaty, zgodnie z którą do szkoły po raz pierwszy poszły sześciolatki. I, jak twierdzą nauczyciele i rodzice, radzą sobie doskonale w zreformowanej szkole. Na zmianach ucierpieli jednak ich o rok starsi koledzy: dla nich nowe wymagania programowe przygotowane przez MEN są po prostu zbyt niskie.
Kiedy minister edukacji Katarzyna Hall po raz pierwszy ogłosiła plany obniżenia wieku szkolnego, zamierzała wysłać do pierwszej klasy wszystkie sześciolatki, i to już od września tego roku. Ugięła się jednak pod gwałtownymi protestami rodziców i nieco zmieniła reformę. Przez najbliższe 3 lata to sami rodzice mogą zdecydować, czy chcą, by ich sześcioletnie dzieci poszły do szkoły. MEN liczył, że w pierwszym roku reformy do szkoły pójdzie ok. 116 tys. sześciolatków, czyli jedna trzecia całego rocznika. Życie szybko zweryfikowało te plany: do pierwszych klas trafiło we wrześniu jedynie kilkanaście tysięcy najmłodszych uczniów. Reszta, czyli ponad 300 tys., to dzieci siedmioletnie.
I wtedy pojawił się problem. Przygotowując założenia edukacyjnej reformy, minister Hall skupiła się bowiem głównie na potrzebach sześciolatków. I to do ich poziomu został dostosowany nowy program nauczania. W skrócie te założenia określano tak: nauka przez zabawę. Zgodnie z wytycznymi wydawcy przygotowali też nowe podręczniki. – Są o wiele łatwiejsze niż te w zeszłym roku. Nawet literki czy cyfry w ćwiczeniach są pisane w znacznie większych liniaturach–przyznaje Paweł Komisarczuk z wydawnictwa Operon.
I rzeczywiście, sześciolatki radzą sobie w pierwszej klasie doskonale. Jak opowiada Joanna Gruszczyńska z Warszawy, jej 6-letni syn Franek szkołę po prostu uwielbia. – Zaczyna właśnie poznawać literki i jest z siebie bardzo dumny. Codziennie, kiedy wraca ze szkoły, chwali się, czego się nauczył – opowiada. Podobne wrażenia mają również inni rodzice, a także nauczyciele.
O wiele gorzej czują się w szkole siedmiolatki, które już od roku funkcjonują w systemie edukacyjnym. Bynajmniej nie dlatego, że nauka okazała się dla nich zbyt trudna – oni na lekcjach po prostu się nudzą. – Rysujemy swoją rodzinę i kolegów, robimy szlaczki i wklejamy nalepki w ćwiczeniach – mówi 7-letnia Martyna Iwasiuk, która uczy się w podstawówce w Warszawie. Dziewczynka potrafi już czytać i chętnie rozwiązuje zadania matematyczne.
Również nauczyciele zgodnie twierdzą, że pierwszoklasiści mają niewiele do nauki. – Program kończy się na dodawaniu do dziesięciu, więc dzieci nudzą się, bo to już robiły w zerówce – opowiada Agnieszka Łapińska, nauczycielka nauczania początkowego z Warszawy. Podobnego zdania jest wychowawczyni pierwszej klasy z Gdańska Małgorzata Baranowska, która ostrzega, że tak niskie wymagania mają fatalny wpływ na rozwój uczniów. Dlaczego? Bo nie nauczą się pracować i przyzwyczają się, że wszystko przychodzi im z ogromną łatwością. – To jest rocznik, który został poświęcony dla idei obniżenia wieku szkolnego – twierdzi Baranowska.
Żywa dyskusja na ten temat toczy się na internetowym portalu „Forum rodziców”. „Moja 7-letnia córka dziś z płaczem szła do klasy. Gdy pytam dlaczego, odpowiada: bo jest nudno i tylko kolorujemy, ciągle kolorujemy, a ja chciałabym pisać. W zerówce przedszkolnej dzieci uczyły się pisać, czytać, liczyć” – napisała internautka Kalina. Inny rodzic twierdzi, że w szkole są trzy pierwsze klasy, a w nich tylko jeden sześciolatek. „I mimo to wszystkie trzy klasy uczą się programu dla 6-latków. To jest kompletnie poroniony pomysł” – denerwuje się.
1: Sylwia z IP: 79.186.133.* (2009-10-06 08:09)
Za to w pierwszej klasie w zeszytach już muszą pierwszoklasiści pisać po angielsku i to łączonymi literkami, chociaż w zerówce jeszcze po polsku tego się nie uczyły
2: Paco z IP: 84.38.160.* (2009-10-06 11:36)
Bzdury i nonsensy - nie uwierzę, żeby nauczyciele byli tak ograniczeni - nie rozumieją i nie potrafią wytłumaczyć rodzicom dzieci, że policzenie obrazków to również matematyka i najważniejsze, że wszystko, co proponuje nowa podstawa programowa ukierunkowuje rozwój matematyczny dzieci (to dotyczy również innych działów nauczania) aż do szczęśliwego, mierzonego efektami zakończenia etapu nauczania początkowego. To jakiś absurd z tym parciem na nauczanie jak dawniej w oparciu o znaki graficzne.
3: mama 7 latka z IP: 194.213.1.* (2009-10-06 12:05)
Paco bzdury piszesz że aż się żygać chce
4: Paco z IP: 84.38.160.* (2009-10-06 14:39)
Trudno polemizować ze zbulwersowanym nowym spojrzeniem na pedagogikę rodzicem - co nie oznacza, że nie staram się zrozumieć jego punktu widzenia. Poza tym, droga Pani mamo 7-latka, nauczyciel nie realizuje podstawy programowej ale określony wybrany program nauczania, a ten powinien wybrać po uważnym przeanalizowaniu stopnia rozwoju uczniów np ich zaawansowania w operowaniu znakami (cyfry, litery itp.). Podobnie jest z podręcznikiem. Jeżeli uzna, że żaden ze znanych mu programów nie jest odpowiedni może dokonać jego ewaluacji i modyfikacji, a w rezultacie uzupełnić go np. o wprowadzenie i działanie na liczbach (w postaci cyfr) - a dlaczego nie miałby tego zrobić po naradzie i w porozumieniu z rodzicami uczniów?
Droga mamo 7-latka, podstawa programowa naprawdę nie ogranicza w tym, co Pani ma na myśli, nauczyciela. Owszem ogranicza go określony program i podręcznik, który sobie wybrał, a na to wpływ mają rodzice i Pani też taki wpływ ma. To prawda, że nie często rodzice korzystają ze swoich praw i prawda, że nauczyciele nie często rozmawiają z rodzicami dzieci przed wybraniem programu oraz podręcznika. O wiele łatwiej zwalić winę na system i tych z góry, że tak kazali. Wcale nie kazali. I nie do Pani, ale do takich nauczycieli mam pretensje.
Dobry program powinien dawać nauczycielowi możliwości indywidualizacji nauczania, tak, żeby uczeń, który nie zna znaków i nie rozwinął myślenia abstrakcyjnego zaczął od liczenia kratek, a ten, który dawno posiadł taką umiejętność mnożył do 100 albo i więcej. Dobry nauczyciel musi uwzględnić indywidualny poziom dziecka i nie może się tłumaczyć, że program, że podręcznik. Jeśli ogranicza nauczyciela w działaniu, a uczniów (choćby jednego) w rozwoju - to należy go wymienić, albo poszerzyć o inne materiały uzupełniające treści.
5: Paco z IP: 84.38.160.* (2009-10-06 14:47)
Kilka słów do Pani Sylwii: Pani Sylwio, jeśli Pani uczy angielskiego, to niech Pani pamięta, że to Pani decyduje o programie i podręczniku, i o tym, od którego momentu uczniowie maja pisać w zeszytach, od którego momentu łączyć literki itd. Z pewnością wie też Pani, że wszystkie dyscypliny (przedmioty) powinny być ze sobą skorelowane dlatego nauczyciel angielskiego nie może żądać określonych umiejętności np. pisania w języku angielskim w oderwaniu od stopnia zaawansowania dziecka w pisaniu w ogóle.
Jeśli Pani jest rodzicem, to ma Pani pełne prawo i powinna Pani przypomnieć o tym nauczycielowi angielskiego.
6: przedszkolanka z IP: 85.89.183.* (2009-10-06 20:01)
Paco, bo nie bardzo rozumiem - nauczyciel może dokonąć ewaluacji programu na etapie wybierania go dla swoich przyszłych, nieznanych jeszcze uczniów? :)
Ciekawe bardzo :)
7: big z IP: 83.10.223.* (2009-10-07 10:50)
Ludzie a jak się czują siedmiolatki. Moja córka chodzila od czwartego roku życia do przedszkola w wieku 5 lat pisała literki i cyferki w zeszycie a teraz minęło 1,5 miesiąca w pierwszej klasie i poznali tylko 2 literki. Piszą je tylko po śladzie. Nikt nie pomyśla o siedmiolatkach, że niemogą iść do przodu z nauką tylko się cofają. A może ta reforma ma na celu zrobienie z Polaków ludzi mniej wykształconych i analfabetów? Ile można malować i śpiewać?
8: Paco z IP: 84.38.160.* (2009-10-07 13:52)
Do Pani Przedszkolanki,droga Pani dzieci w przedszkolu, a już zwłaszcza te, które realizują prawo lub obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego nie biorą się znikąd - prawdopodobnie większość ich chodziła już do Pani przedszkola. Znamy je, obserwowaliśmy je i wspomagaliśmy ich rozwój my sami lub nasze koleżanki - nie są dla nas "białą kartą". Zapewne niektóre doszły i te musimy poznać - ich zainteresowania, rozwój...- ale czy program jest po to, żeby go zastosować jak "pigułkę" na chorobę, na zalecenie lekarza, sciśle i bez namysłu w każdym punkcie? - przecież nawet lekarz (dobry lekarz) dostosowuje kurację do pacjenta a dla niejednego pacjenta "pigułka" musi być różna od standaru - niechże Pani poszuka programu, który pozwoli Pani różnicować treści i już w preambule mówi, że nie powinna się Pani trzymać sztywno podanych tam rozwiązań (sądzę, że każdy autor o to apeluje). Wiem, że wielu nauczycieli czuje się osaczonymi rygorem stosowania nieomal od kreski do kreski programu, który wybrali, bo ta każe i bezmyślny dyrektor i cóż ja mogę w takim wypadku powiedzieć.
I jeszcze jedno: ewaluacja to nie wydarzenie - określone datą, okresem itd do którego trzeba dotrwać w "starym". Ewaluacja to proces ciągły i nieomalże "bezbolesny" dla nauczyciela przyzwyczajonego do indywidualizacji treści i WYMAGAŃ, a bardzo "bolesnym" bywa dla nauczycieli przyzwyczajonych do "równania" - zapewne rozumie Pani co mam na myśli.
Z wyrazami szacunku
9: nauczycielka i matka 7-laka z IP: 83.20.181.* (2009-10-10 20:14)
No cóż, program jest rzeczywiście cofa w rozwoju dzieci w wieku 7 lat. Piszę to z wielką troską. Syn nudzi się na lekcjach, niestety, a szkoda bo dzieci w tym wieku są niezwykle chłonne.
10: kamila z IP: 188.137.116.* (2009-10-14 19:28)
Ja uważam, że książka jest ok. Tylko nauczyciele nie wysilają się aby nauczyć dzieci czegoś więcej chodzi mi aby wgryźli się w temat nawet jeśli są to pory roku typu jesień to nauczyciel powinien się wysilić i opowiedzieć dzieciakom dlaczego ptaki odlatują, jakie zwierzęta zapadają w sen zimowy i dlaczego,jakie ptaki przylatują, dlaczego zmieniają się pory roku. jakie drzewa są w lesie,. przynieś mapę pokazać, kierunki świata, opowiedzieć o sąsiadach naszego kraju o ukształtowaniu powierzchni, omówić ważniejsze miasta. Powiedzieć coś o historii, uczyć rysować i śpiewu a przez 5 godzin nic nie robi bo do domu zadane jest 3 strony, rysunki do domu, nawet w domu rodzice uczą piosenek i hymnu bo nauczycielce się nie chce.

Przygotowane przez rząd rozwiązania nie zyskały akceptacji związkowców. Funkcjonariusze i żołnierze krytykują pomysł wykonywania obowiązków służbowych aż do ukończenia przez nich 55 lat.