Ponad połowa z 300 ankietowanych przez K&K Selekt firm budowlanych określiła swoją sytuację kadrową jako stabilną z tendencją wzrostową. Na wzrost zatrudnienia mają wpływ przede wszystkim aktualnie realizowane projekty oraz nowe zamówienia. W najlepszej kondycji finansowej znajdują się te przedsiębiorstwa, które zaangażowane są w wykonywanie inwestycji związanych z przygotowaniem mistrzostw Euro 2012, oraz firmy realizujące duże projekty dla gospodarki takie jak: wodociągi, oczyszczalnie ścieków czy stacje uzdatniania wody, współfinansowane z funduszy unijnych przewidzianych na lata 2007–2013.

Najpierw wielkie budownictwo

– Widać wyraźnie, że sytuacja w budownictwie wyprzedza to, co dzieje się aktualnie w gospodarce – mówi Wiesław Łagodziński, rzecznik GUS. Zdaniem socjologa ożywienie w tym sektorze zatrudnienia widoczne było już w III kwartale 2009 r.

– W IV kwartale 2009 r. ruszą z kolei prace wykończeniowe w tzw. wielkim budownictwie, natomiast małe wyspecjalizowane firmy budowlane powrócą na rynek już w I i II kwartale 2010 r., wówczas zaczną się prace punktowe. Potrzebne będą małe, kilkunastoosobowe ekipy wyspecjalizowane w robotach szklarskich czy obróbce aluminium – podaje przykłady Wiesław Łagodziński.

Na razie największy popyt jest na wysokowykwalifikowaną kadrę menedżerską, tj. kierowników budów, projektantów oraz inżynierów nadzoru. Pracowników tych poszukują głównie duże, międzynarodowe konsorcja, które wygrały przetargi unijne na realizację poszczególnych projektów. Stąd też od wszystkich kandydatów wymagana jest biegła znajomość języka angielskiego.

Również zdaniem Małgorzaty Orłowskiej, konsultantki Banku danych o inżynierach, sytuacja w sektorze budowlanym to dobry prognostyk na nadchodzące miesiące.

– Zauważyliśmy wyraźny trend, że wśród ofert pracy dominują posady związane z infrastrukturą i przemysłem. Budownictwo mieszkaniowe i wielkopowierzchniowe to zaledwie 10 proc. wszystkich napływających w tej chwili do nas ogłoszeń o pracę – informuje Małgorzata Orłowska.

Zarobki wciąż zamrożone

Według niej popyt na specjalistów nie przekłada się na razie na wzrost płac.

– Firmy, które poszukują pracowników, to zwykle te, które wygrywają konkursy i muszą zmieścić się w pewnym określonym budżecie, stąd też ograniczone pole do negocjacji płacowych – przypomina konsultantka.