System ściąganie alimentów od rodziców nie sprawdza się od lat. Najczęściej wygląda to tak, że sąd wydaje wyrok o przyznaniu alimentów i nie jest on respektowany. Rodzic nie otrzymuje alimentów więc udaje się do komornika. Ten przyjmuje sprawę i niewiele robi, poza wydaniem zaświadczenia, że egzekucja jest bezskuteczna. Jest ono potrzebne rodzicowi, aby otrzymał pomoc od państwa.

W efekcie ponad 300 tys. osób ma zagwarantowaną wypłatę alimentów nie z portfeli własnych rodziców, ale ze środków Funduszu Alimentacyjnego. Tylko w ubiegłym roku kosztowało to budżet prawie 1 mld zł.

Taka sytuacja jest komfortowa dla wszystkich zainteresowanych stron. Dla matek, bo mają pewność, że państwo będzie im terminowo wypłacać świadczenia i w związku z tym nie muszą ciągle nachodzić komorników. Co więcej aby otrzymywać maksymalną wysokość wsparcia, czyli 500 zł na dziecko, składają pozwy w sądach o podwyższenie alimentów.

Zadowoleni mogą też być komornicy, którzy niezbyt energicznie zajmują się rodzicami – dłużnikami. Oni też mają wymówkę, że przecież dziecko nie jest pozbawione środków do życia. Mogą się więc zająć poważnymi egzekucjami, które przyniosą im duży zarobek.

Wreszcie zadowoleni są sami dłużnicy, którzy czują się zwolnieni z obowiązku łożenia na swoje dzieci.

Problem mają za to ośrodki pomocy społecznej, które zamiast pracą socjalną zajmują się głównie wypełnianiem dokumentów i wysyłaniem kolejnych pism do dłużników i komorników. Wiele z nich wolałaby nie realizować takiego obowiązku. Zwłaszcza, gdy widzą, że ta praca nie przynosi żadnych rezultatów, a dłużnik jak nie płacił na dziecko, tak dalej nie płaci.

Tylko za ten święty spokój płacimy my wszyscy Może warto więc sięgać po niekonwencjonalne metody działania i zastosować na przykład tzw. egzekucję z majątku wspólnego. Tak, aby osoba, która uciekając przed komornikiem przepisuje swój majątek na nowego partnera nie czuła się bezkarnie. W większym stopniu powinno się także egzekwować alimenty od dalszych członków rodziny nie płacącego alimentów rodzica.

Praktyka działań wobec niesolidnych rodziców pokazuje bowiem, że największe korzyści, czyli skuteczne odzyskiwanie pieniędzy, przynosi właśnie stosowanie niekonwencjonalnych metod. Jedną z nich jest odbierania prawa jazdy. Wcale nie jest to polski pomysł, bo od lat działa już np. w Wielkiej Brytanii. Wiele gmin właśnie ten przepis uznawało za najbardziej skuteczny w mobilizowaniu dłużników do łożenia na dzieci. Wbrew temu co sądzą przeciwnicy tego działania nie jest wcale odbieranie tego dokumentu, ale zmuszenie dłużnika żeby podjął jakiekolwiek działania prowadzące do płacenia na swoje dziecko. Mimo niekorzystnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał takie działania za niezgodne z konstytucją, gminy nie muszą się na razie obawiać, że nie będą mogły odbierać praw jazdy. Więcej o tym w poniedziałkowym wydaniu DGP.