"Jeżeli wiek emerytalny zostałby przesunięty, to lepiej byłoby dać komuś roczny urlop w wieku 66 lat, czyli tuż przed odejściem na emeryturę. Wtedy pracowałaby osoba młodsza, sprawniejsza" - powiedziała Fedak. Przypomniała, że obecnie z rocznego urlopu mogą korzystać np. nauczyciele, ale ze względów zdrowotnych. "Jest to jednak regulacja wyjątkowa. W każdym innym wypadku pracownik, który jest chory może przejść na rentę, także czasową" - dodała.

"Być może w propozycji rocznego urlopu chodzi o pojawiający się czasem pogląd, że ludzie ok. czterdziestki czy pięćdziesiątki czują się wypaleni, zniechęceni do tego, co robili dotychczas. Jednak w takim wypadku należy raczej starać się o poprawę warunków pracy, a nie usuwać takie osoby z rynku" - powiedziała minister.

Jej zdaniem urlop na przekwalifikowanie byłby raczej potrzebny osobom w wieku ok. 25 lat, które w tym czasie wychowają dziecko. "Za kilkanaście lat zacznie ono pracować i będzie płacić składki na nasze przyszłe emerytury" - wyjaśniła.

Pomysłu Boniego nie rozumie ekspert PKPP Lewiatan Jeremi Mordasewicz

"Podnosząc wiek emerytalny nie należy stosować sztucznych mechanizmów, że niby pracujemy dłużej, ale przedtem mamy jakieś długie przerwy" - powiedział Mordasewicz. Jego zdaniem wiele osób po rocznym urlopie nie miałoby już szans na ponowne zatrudnienie, bo ich kwalifikacje zawodowe mogłyby się obniżyć.