Aż 71 proc. przedsiębiorców uważa, że ceny w firmach rekrutacyjnych są zbyt wysokie w stosunku do poziomu usług. Pracodawcy narzekają na co najmniej dwumiesięczne terminy oczekiwania na kandydatów do pracy, a także nierzetelność w przekazywaniu informacji o stanowisku pracy – wynika z najnowszego raportu Business Centre Club.

Head hunterzy z kolei narzekają na trudności w komunikacji z klientami, brak odpowiedzi pracodawców na pytania.

Kontrowersyjne opłaty

Pracodawcy nie mają świadomości licznych dodatkowych kosztów związanych z prowadzeniem rekrutacji, np. publikacją dodatkowego ogłoszenia w portalu branżowym czy testami wstępnymi wśród kandydatów. Usługi te powinny być uwzględnione w opłacie podstawowej, ale często tak nie jest.

W zamian za obniżenie standardów agencje rekrutacyjne oferują pracodawcom korzystny system rozliczania się. Z zasady success fee, czyli zapłata dopiero po zatrudnieniu kandydata, w ubiegłym roku skorzystało aż 56 proc. firm.

– Aby utrzymać pozycje lidera w regionie lub branży agencje często stosowały zasadę sucess fee. Dla małych firm, które nie mogły pozwolić sobie na takie rozwiązanie, oznaczało to eliminację z rynku – mówi wprost Monika Ulatowska, dyrektor operacyjny Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia zrzeszającej 42 firmy.

Twierdzi ona, że walcząc o klientów, niektóre firmy stosowały stawki dumpingowe, przebijały konkurencję wprowadzając zasady niezdrowej rywalizacji, która odbijała się często na jakości świadczonych usług.