Świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego, podobnie jak zasiłki rodzinne, podlegają przepisom koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. Oznacza to, że w sytuacji gdy dłużnik alimentacyjny pracuje lub jest osobą bezrobotną w innym państwie UE, gmina powinna przekazać dokumenty do marszałka województwa. Wtedy w zależności od okoliczności sprawy marszałek zdecyduje, czy mają zastosowanie przepisy o koordynacji.

Jednak, jak wyjaśnia Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, gdy gmina nie zna adresu zamieszkania dłużnika alimentacyjnego za granicą, nie powinna wysyłać do marszałka dokumentów z zapytaniem o koordynację. Nie można bowiem stwierdzić, czy mają w tym przypadku zastosowanie przepisy unijne.

– Sama informacja, że dłużnik np. przebywa we Francji, nie ma dla nas znaczenia. Nie możemy wystąpić do instytucji łącznikowej z zapytaniem o ustalenie dokładnego miejsca pobytu dłużnika – mówi Tomasz Gniadek, kierownik działu świadczeń rodzinnych Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej w Krakowie.

W takiej sytuacji to gmina przyznaje osobie uprawnionej świadczenie z Funduszu Alimentacyjnego na podstawie art. 2 ust. 2 ustawy z 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów (tj. Dz.U. nr 1, poz. 7). Dotyczy on bezskutecznej egzekucji, gdy nieznany jest adres dłużnika lub gdy nie ma podstawy prawnej do egzekucji alimentów za granicą.

– Z naszej praktyki wynika, że bardzo trudno jest uzyskać takie zagraniczne świadczenie. Wiele państw w swoim ustawodawstwie w ogóle go nie przewiduje. Tak jest m.in. we Włoszech, Czechach, Grecji i Wielkiej Brytanii. Wtedy mimo koordynacji nie mamy do czynienia ze zbiegiem uprawnień do świadczeń – mówi Tomasz Gniadek.

Dodaje, że gminy często mają problemy, jak prawidłowo postępować w sprawach dotyczących dłużników.

– Mieliśmy przypadki, gdy same gminy po uzyskaniu informacji, że dłużnik przebywa za granicą, wydały decyzję, że świadczenie z Funduszu nie przysługuje i wysłały do nas gotowe postanowienie, stwierdzające, że nie są organem właściwym do wypłaty wsparcia. Tymczasem taka decyzja zawsze należy do marszałka – tłumaczy Tomasz Gniadek.