Od 2010 roku wszystkie zatrudnione i podejmujące pracę kobiety będą musiały wykonywać badania cytologiczne i mammograficzne. Ich koszt obciąży NFZ, a nie firmy.

Wykaz obowiązkowych badań pracowniczych zostanie rozszerzony. Ministerstwo Zdrowia chce, aby dopisane do niego zostały właśnie obowiązkowe badania cytologiczne i mammograficzne dla kobiet. – Projekt rozporządzenia został wstępnie zaakceptowany przez kierownictwo resortu zdrowia. Wprowadzenie obowiązku wykonywania dodatkowych badań wymaga jednak zmiany ustawy zdrowotnej. Ta nowelizacja jest właśnie przygotowywan – mówi „DGP” Piotr Olechno, rzecznik prasowy MZ.

Obecnie koszt badań wstępnych i okresowych pracowników lub osób podejmujących pracę obciąża pracodawców. Ministerstwo Zdrowia proponuje, aby za nowe obowiązkowe badania płacił NFZ.

– Dzisiaj odbędzie się spotkanie w Ministerstwie Zdrowia, na którym zostaną przedstawione Funduszowi nowe zasady dotyczące finansowania tych badań – zapewnia Edyta Grabowska-Woźniak, rzecznik prasowy NFZ.

Jak się dowiedzieliśmy, środki na ten cel mają pochodzić z funduszy zarezerwowanych na profilaktyczne programy zdrowotne finansowane przez NFZ. Dzięki nim każda kobieta może poddać się bezpłatnemu badaniu mammograficznemu lub cytologicznemu. W tym roku Fundusz zarezerwował na nie 117 mln zł. Do kwietnia wydał zaledwie 30,4 mln zł.

Decyzja resortu zdrowia dotycząca finansowania dodatkowych badań pracujących kobiet podoba się pracodawcom. – To była propozycja rządu, więc trudno, aby koszt spadał na firmy – uważa Robert Mołdach z Konfederacji Pracodawców Polskich.

O tym, jak często kobieta będzie wykonywała te badania, będzie decydować lekarz medycyny pracy. – Na częstotliwość ich wykonywania będzie mieć wpływ rodzaj zajmowanego stanowiska, wiek oraz ogólny stan zdrowia – mówi Piotr Olechno.

Skoro jednak badania te mają być wykonywane w ramach medycyny pracy, to nie obejmą one np. kobiet bezrobotnych, pracujących na własny rachunek czy w gospodarstwach wiejskich. – Dobrze, że rząd myśli o zwiększeniu profilaktyki zdrowotnej kobiet pracujących. Źle, że nie ma pomysłu na to, jak zachęcić je do ich wykonywania – dodaje Mołdach.