Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) chce przywrócić, zmieniony na jego wniosek w styczniu tego roku, przepis, który zakazuje ZUS wypłaty emerytury, jeśli ubezpieczony nie rozwiąże z firmą stosunku pracy. W efekcie prawo do świadczeń straci 40 tys. emerytów, którzy zyskali je w tym roku. Z wprowadzonego w styczniu rozwiązania nie skorzystają też kolejne osoby chcące łączyć pracę z emeryturą.

Ma się tak stać nie ze względu na przekonanie, że tamta decyzja była zła. Sam resort przyznaje, że miała zwiększyć aktywność zawodową starszych osób, z którą w Polsce jest najgorzej w UE. Sprawa jest bardziej prozaiczna. Rząd szuka oszczędności i liczy na to, że wydatki dotowanego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych obniżą się nawet o 900 mln zł rocznie.

Zmiany na życzenie rządu

Do 7 stycznia tego roku przepisy nie pozwalały otrzymywać emerytury osobom, które – mimo spełnienia warunków stażowych i wiekowych oraz uzyskania w ZUS decyzji o przyznaniu świadczenia – nie rozwiązały stosunku pracy. Jeśli więc np. kobieta ukończyła 60 lat i miała odpowiedni staż, dzięki czemu mogła skorzystać z emerytury, nie otrzymała jej, jeśli wciąż pracowała w swojej firmie. Prawo do emerytury ulegało zawieszeniu do czasu rozwiązania stosunku pracy.

Te przepisy – na wniosek resortu pracy – uległy zmianie po wejściu w życie ustawy z 21 listopada 2008 r. o emeryturach kapitałowych. Znowelizowała też ona m.in. ustawę z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 39, poz. 353 z późn. zm.), dając prawo do otrzymywania świadczenia bez konieczności rozwiązywania stosunku pracy. Uchyliła art. 103 ust. 2a.

– Nowy system emerytalny bardziej wiąże wysokość świadczenia z opłaconymi składkami. Nie powinno się więc ograniczać prawa do emerytury pochodzącej ze składek od faktu wykonywania pracy – tłumaczył nam na początku tego roku Marek Bucior, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Argumentował też, że poprzednie rozwiązania mogą zniechęcać niektórych świadczeniobiroców do aktywności zawodowej. I trudno się z tym nie zgodzić.

Zawracanie Wisły kijem

Ogromne zdziwienie wzbudza więc to, co znalazło się w uwagach resortu pracy, które odnoszą się do pomysłu ministra Michała Boniego dotyczącego zwolnień w urzędach. Resort, mimo że sam zauważa, iż styczniowa zmiana była realizacją programu aktywizacji starszych osób i miała usunąć jedną z barier aktywności zawodowej osób po 50. roku życia, chce przywrócenia starego przepisu. Argumentuje, że w kryzysie spada liczba miejsc pracy, co wymaga podjęcia działań zmierzających do odzyskania tych etatów, które zajmują emeryci. Wskazuje też, że po wejściu w życie nowelizacji nastąpił wzrost liczby nowo przyznanych emerytur, co powiększa deficyt FUS.

Nie ma jednak dodatniej zależności między rosnącą liczbą emerytów, a większą liczbą nowych miejsc pracy.

– To mit, że wysyłanie ludzi na emerytury czy renty poprawia sytuację na rynku pracy. Trzeba wtedy pobierać wyższe składki od pracujących i w efekcie są oni drożsi, przez co popyt na pracę jest mniejszy – mówi Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR.