E-papierosy są reklamowane na stronach internetowych jako papierosy, nie zawierające szkodliwych substancji, których używanie może doprowadzić do rzucenia palenia tytoniu. Podawane są jako alternatywa do tradycyjnych papierosów. Tymczasem - jak podano na spotkaniu z dziennikarzami - mogą zawierać substancje silniej uzależniające niż zwykłe papierosy. W Polsce sprzedawane są w specjalnych stoiskach w galeriach handlowych; ich cena wynosi od 170 do 440 zł.

Zdaniem Fronczaka nie powinny być dostępne w supermarketach i sklepach internetowych.

Fronczak powiedział, że Stany Zjednoczone i Francja rozważają wprowadzenie zakazu e-papierosów. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała, że jest to produkt niebezpieczny. Jak zaznaczył Fronczak, e-papierosy trafiają na polski rynek ze Wschodu.

"Tymczasem ten papieros nie jest wirtualny, jest rzeczywisty"

W jego ocenie są niebezpieczne także dlatego, że nazwa e-papieros kojarzy się z rzeczywistością wirtualną. "Tymczasem ten papieros nie jest wirtualny, jest rzeczywisty" - podkreślił.

Zastępca głównego inspektora sanitarnego Jan Olgerbrand powiedział, że e-papierosy pochodzą z Chin. Dodał, że zakaz palenia e-papierosów obowiązuje w Hongkongu, a np. w Austrii sprzedawane są wyłącznie w aptekach.

Fronczak przypomniał, że obecnie w parlamencie jest projekt ustawy dotyczącej e-papierosów. Jest to - jak zaznaczył - projekt poselski. Po pracach w podkomisji ma trafić do dalszego procedowania. Zaznaczył, że zwykłe papierosy są także szkodliwe dla zdrowia, jednak ich zawartość została przebadana i - jak powiedział - "są pod kontrolą".