Część niepełnosprawnych dzieci, które mogłyby uczyć się w szkołach ogólnodostępnych, nie może tego robić.
Publikacja: 4 września 2009, 03:00 Aktualizacja: 4 września 2009, 10:23
Zawód asystenta osoby niepełnosprawnej jest wpisany do klasyfikacji zawodów szkolnictwa wyższego już od kilku lat. Jednak miejscem pracy asystenta jest przede wszystkim dom i najbliższe otoczenie osoby niepełnosprawnej, a nie szkoły.
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka, wystąpił do Katarzyny Hall, ministra edukacji narodowej, w sprawie zmiany prawa, która umożliwiałaby zatrudnianie indywidualnego asystenta, który będzie pomagał niepełnosprawnemu dziecku podczas nauki w szkole lub przedszkolu.
– Dzięki dodatkowej pomocy więcej dzieci niepełnosprawnych mogłoby realizować naukę w szkole ogólnodostępnej – uważa rzecznik.
Jak podkreślają eksperci, byłoby to dużo udogodnienie, np. dla dzieci z autyzmem. Te dzieci podczas nauki w klasie wymagają większego zainteresowania ze strony nauczyciela.
– A ten nie zawsze może im je zapewnić, bo w klasie są jeszcze inni uczniowie. Dlatego autystyczne dzieci często uczą się indywidualnie – mówi Piotr Krawczyk, prezes Stowarzyszenia Terapeutów w Warszawie.
Marek Michalak dodaje, że w wielu gminach organizacje pozarządowe, powiatowe urzędy pracy i ośrodki pomocy społecznej opracowały zasady pracy takich asystentów. Natomiast o pomoc dla dziecka w szkole rodzice muszą się starać sami. Rzecznik proponuje utworzenie instytucji asystenta, który byłby do dyspozycji dziecka przez ustaloną liczbę godzin. Miałby pomagać dziecku w funkcjonowaniu w szkole lub przedszkolu i realizowaniu programu nauczania.
Zdaniem rzecznika niektórzy dyrektorzy szkół są zainteresowani takim rozwiązaniem, ale samorządy zwracają uwagę na brak odpowiedniego prawa w tym zakresie.
1: M.J. z IP: 149.156.71.* (2009-09-04 11:45)
Rozumiem, że asystentów, miało by opłacać,nasze, zadłużone "po uszy" Państwo? Pozdrawiam.
2: ULA z IP: 213.238.83.* (2009-09-04 15:05)
NO I NASTĘPNY ETAT OPŁACANY Z BUDZETU I STAŁA POSADKA,A DLA MATEK KTÓRE OPIEKÓJĄ SIĘ SWOIMI NIEPEŁNOSPRAWNYMI DZIEĆMI 24GODZ.NA DOBĘ TO POZBAWIA SIĘ ŚWIADCZEŃ BO ZASMOLONE KRYTERIUM DOCHODOWE PRZEKROCZY PARĘ GROSZY.TAK NAPRAWDĘ TO TYLKO CHODZI BY URZĘDNICY NA ETATACH PAŃSTWOWYCH MIELI PRACĘ I DO TEGO POTRZEBNI SĄ IM NIEPEŁNOSPRAWNI .
3: zsz z IP: 88.156.207.* (2009-09-04 16:07)
Moja córka chodziła do masowej szkoły ,uczęszczała do klasy integracyjnej.Po doświadczeniach , jakie przeliśmy asystent taki jest nie tylko potrzebny, ale bardzo potrzebny takim uczniom ,chociażby po to żeby dodatkowo przypilnować ich na przerwach , ponieważ dopóki nie zmieni się mentalność ludzi zdrowych w stosunku do choroby te osoby często gęsto są traktowane źle ,wyśmiewane ,wyszydzane. Do końca życia nie zapomnę szyderczych uśmiechów skierowanych w stronę mojej córki,dla mnie to była gehenna ,chociaż nie żałuję tego że posłałam ją do takiej klasy ,ponieważ bardzo dużo sięnauczyła .
4: urzędniczka z IP: 83.21.67.* (2009-09-04 17:47)
Przede wszystkim PFRON ma środki na opłacanie asystentów. A po drugie ciekawe kto będzie pracował na emerytów jak nie również część niepełnosprawnych. Wiemy, ze w Polsce do tolerancji jeszcze dale nam pozostało. Choć wiele barier już przełamane. Na zachodzie nie do pomyślenia, by niepełnosprawny nie pracował i nie płacił podatków. Wyjątek, to Ci niepełnosprawni, którzy nie mogą być włączani w rehabilitację i pracę, którzy nie posiadają warunków zdrowotnych do aktywności. A u nas? Zaledwie 15- 18% jest aktywnych zawodowo. Owszem, aktywni są ale ludzie w wyjątkowej dyskryminacji.
A weźcie choć na godzinę podejmijcie trud '' doprowadzenia'' ucznia niesprawnego do placówki edukacyjnej. Więc nie chrzańcie, że to dodatkowy etat. Bo jakby asystentów pojawiło się więcej, to ilu ludzi miałoby pracę, a potem ile składek wpłynęło by do ZUS. Wynagrodzenie asystenta pokrywane jest tylko częściowo z kieszeni osoby jego potrzebującej, a resztę z PFRON-u, który i tak zresztą jak nie wykorzysta środków na ten cel, to zwraca do budżetu. Albo są przekwalifikowane na inny mniej pożyteczny cel.
5: zsz z IP: 88.156.207.* (2009-09-04 21:21)
Zgadzam się z wypowiedzią Pani nr 2 i 4, ale to są dwie odrębne sprawy. Ja sama tracę świadczenie pielęgnacyjne bo przekroczyłam próg dochodowy o parę groszy z ulgi prorodzinnej również nie mogę skorzystać.Rozumiem Pani rozgoryczenie , bo wiem co Pani czuje,też nie mogę pracować bo choroba córki na to nie pozwala. Uważam jednak ,że asystent jest potrzebny ,ewentualnie wolontariusz ,których jest jak na lekarstwo.Umieszczając swoje dziecko np. WTZ mogłabym wrócić do pracy zawodowej,być może ona odpowiednio przygotowana zaczęłaby pracować ,czytając wypowiedz Pani nr 4 jest Pani zorientowana w temacie ,tylko na miejsce w warsztatach czeka się latami i tak koło się zamyka ,a stworzyć coś nowego to już mówię nie w naszym Państwie ,odrazu sto kłód pod nogi.
6: sy**a z IP: 87.119.32.* (2010-03-14 10:37)
ja powinnam miec to co chcde
7: robaczek z IP: 87.205.57.* (2010-06-15 19:25)
Kolejny etat? Może dla kogoś, kto nigdy nie pracował w szkole masowej z dzieckiem autystycznym. Uczę w klasie I, dzieciaczków niewiele - jak to na wsi. Jestem nauczycielem dyplomowanym, mam kwalifikacje z terapii pedagogicznej i oligofrenopedagogiki, pracuje ponad 20 lat i co? Mam w klasie dziecko autystyczne, było lepiej a teraz od trzech miesięcy w zasadzie niczego nie uczę tylko staram się ochronić pozostałe dzieci (i siebie) przed pluciem, gryzieniem, kopaniem, wrzaskami, zabieraniem przedmiotów... To jest praca? Bez asystenta nie mogę wytłumaczyć żadnego zadania, przeprowadzić zabawy, porozmawiać z uczniami, bo muszę pilnować drzwi i okien. Największy horror przeżywam, gdy dzieci używają nożyczek. Nigdy nie wiem, co się stanie! Nie ma mowy o wyjściu do toalety nawet przez 6 godzin zajęć! To nie mój uczeń jest winny takiej sytuacji ale opór materii władz oswiatowych, poradni i rodziców, którzy wiedzą "co jest najlepsze". Mój dyrektor nigdy nie przyszedł na zajęcia, przez trzy lata nie miał czasu. Na moje pytanie o zajęcia rewalidacyjne odpowiedział "Przecież w zerówce nie miał rewalidacji i jakoś sobie tamta pani radziła". Ja też sobie radzę! Właśnie wybieram się do psychiatry, jako pacjentka.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Bartosz Arłukowicz złożył wniosek do premiera o odwołanie prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza. To przez zamieszanie z umowami uprawniającymi do wypisywania recept na leki refundowane?