Podczas czwartkowego spotkania w MEN stronę rządową reprezentują: szef Zespołu Doradców Strategicznych Premiera Michał Boni i dwie wiceminister edukacji: Krystyna Szumilas i Lilla Jaroń.

Związkowcy przed spotkaniem powiedzieli dziennikarzom, że będą zabiegać o większy wzrost płac.

Jak zwracali uwagę przedstawiciele Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" i Forum Zwiąków Zawodowych, zaproponowane 7 proc. od września to średniorocznie 2,3 proc., czyli mniej niż wcześniej proponował rząd (1 proc. od stycznia i 3 proc. od września). Wtedy średniorocznie podwyżka wyniosłaby 2,5 proc. "To mniej niż prognozowana inflacja w przyszłym roku" - powiedział Ryszard Proksa z oświatowej "S". Związek chce wprowadzenia podwyżki już od stycznia.

"Jeśli jest tak źle, że rząd nie może znaleźć pieniędzy dla nauczycieli, to niech wycofa się z wprowadzania w tym roku jednej dodatkowej obowiązkowej godziny pracy dla nauczycieli w tym roku szkolnym i drugiej w przyszłym roku" - oświadczył Proksa.

Forum Związków Zawodowych chciałoby podwyżki już od kwietnia. "Opowiadamy się też za 6-7- proc. średniorocznym wzrostem płac" - powiedział przewodniczący Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz.

Związek Nauczycielstwa Polskiego chce zabiegać o zapis w porozumieniu o co najmniej 8-proc. wzroście płac. Według prezesa ZNP Sławomira Broniarza, 7 proc. od września to w przypadku nauczycieli dyplomowanych, czyli o najwyższym stopniu awansu zawodowego, 170 zł.

Michał Boni, pytany przez dziennikarzy, czy możliwy jest w przyszłym roku wzrost nauczycielskich pensji o więcej niż 7 proc. we wrześniu, powiedział, że wszystko zależy od tego, jak w przyszłym roku będzie wyglądała sytuacja gospodarcza. Zaznaczył, że zawsze można powrócić do rozmów.

Według Boniego, podwyżka o 7 proc. od września 2010 r. kosztować będzie budżet 1,88 mld zł. Podkreślił, że żadna grupa zawodowa nie dostanie w przyszłym roku podwyżek takich jak nauczyciele. Dodał, że edukacja i nauczyciele są nadal priorytetem rządu.

Zgodnie z porozumieniem zawartym w ubiegłym roku między związkami zawodowymi działającymi w oświacie a rządem, wzrost wynagrodzeń nauczycieli w przyszłym roku ma być nie mniejszy niż w tym roku, ale parametry wzrostu mają zależeć od możliwości budżetu państwa. W tym roku nauczyciele dostali jedną podwyżkę rzędu 5 proc. Drugą mają otrzymać pod koniec września - również 5 proc.

Na początku sierpnia Boni zaproponował związkowcom w imieniu rządu wzrost płac nauczycieli w 2010 r. o 1 proc. w styczniu i o 3 proc. we wrześniu. Jak poinformował, proponowana podwyżka kosztowałaby budżet państwa 1,6 mld zł. Wysokość podwyżki, niższej niż zapisano w ubiegłorocznym porozumieniu, tłumaczył kryzysem.

W poniedziałek premier powiedział dziennikarzom, że w przyszłym roku nie będzie dwóch podwyżek dla nauczycieli, ale tylko jedna we wrześniu - 7-procentowa. "Dzielenie podwyżki - wariant 1 proc. plus 3 proc. - jest powrotem do nienajlepszej praktyki symbolicznych podwyżek, które na końcu są upokarzające dla tych, którzy to biorą" - uznał.

Donald Tusk oświadczył, że niezależnie od kryzysu wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli muszą być priorytetem. "Jeśli nic się nie zdarzy w polskiej gospodarce krytycznego, jeżeli wychodzenie z sytuacji kryzysowej będzie dobrze postępowało, w roku 2011 wrócimy do sekwencji podwyżek 5 plus 5, bo umówiliśmy się na wzrost w ciągu całej kadencji, który osiągnie per saldo 50 proc., a w roku 2012 uzupełnimy to, czego nauczyciele nie otrzymają w roku 2010" - zadeklarował premier.