Zaznaczyła jednocześnie, że wszystkie deklaracje rządu są uwarunkowane sytuacją gospodarczą. "Trudno z pełną odpowiedzialnością obiecywać, że na pewno za rok sytuacja będzie stabilna i lepsza. Wiemy, nauczeni doświadczeniem, że być może będziemy musieli jeszcze raz weryfikować zaplanowane wskaźniki" - powiedziała minister.

Przypomniała, że obejmując urząd premier Donald Tusk powiedział, iż priorytetem jest edukacja i doprowadzenie do znaczącego wzrostu wynagrodzeń nauczycieli, "gdyż jest to niedoceniana grupa zawodowa". Przyjęto wtedy plan, że rząd będzie się starał stopniowo przez kilka lat podnosić nakłady na wynagrodzenia nauczycieli, tak by doprowadzić do 50 proc. wzrostu tych nakładów. Minister przypomniała, że udało się zwiększyć płace nauczycieli zarówno w zeszłym roku, jak i w obecnym, mimo kryzysu.

Zgodnie z porozumieniem zawartym w ubiegłym roku między związkami zawodowymi działającymi w oświacie a rządem, wzrost wynagrodzeń nauczycieli w 2010 roku ma być nie mniejszy niż w tym roku, ale parametry wzrostu mają zależeć od możliwości budżetu państwa. W tym roku nauczyciele dostali wiosną jedną podwyżkę rzędu 5 proc. Drugą mają otrzymać pod koniec września - również 5-procentową.

Seminarium EI poświęcone jest wpływowi kryzysu finansowego i ekonomicznego na edukację

Na początku sierpnia szef Zespołu Doradców Strategicznych Premiera Michał Boni zaproponował w imieniu rządu związkowcom wzrost płac nauczycieli w 2010 r. o 1 proc. w styczniu i o 3 proc. we wrześniu. Wysokość podwyżki, niższej niż zapisano w porozumieniu, tłumaczył kryzysem.

W poniedziałek premier powiedział jednak dziennikarzom, że w przyszłym roku nie będzie dwóch podwyżek dla nauczycieli: wiosną i jesienią, ale jedna, 7-procentowa, we wrześniu. "Jeśli nic nie zdarzy się w polskiej gospodarce krytycznego, jeżeli wychodzenie z sytuacji kryzysowej będzie dobrze postępowało, w roku 2011 wrócimy do sekwencji podwyżek 5 plus 5, bo umówiliśmy się na wzrost w ciągu całej kadencji, który osiągnie per saldo 50 proc., a w roku 2012 uzupełnienie tego, czego nauczyciele nie otrzymają w roku 2010" - zaznaczył wówczas premier.

Seminarium EI poświęcone jest wpływowi kryzysu finansowego i ekonomicznego na edukację.

"Walka z kryzysem gospodarczym nie jest łatwa"

"Zastanawiać będziemy się wspólnie nad tym, jak jako związki zawodowe reagowaliśmy na decyzje o kolejnych cięciach budżetowych w finansowaniu edukacji. Czy postępowaliśmy właściwie? Czy okazaliśmy się przewidujący i odpowiedzialni? To niełatwe pytania, ponieważ jeszcze nie znamy rozmiarów kryzysu i jego skutków" - mówił podczas rozpoczęcia seminarium prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Sekretarz Generalny Międzynarodówki Edukacyjnej Fred van Leeuwen, zwrócił uwagę, że czas kryzysu, to szczególny okres. "To czas, gdy trzeba przypominać rządzącym, że wydatki na edukację, to nie są wydatki o charakterze konsumpcyjnym, lecz o charakterze inwestycyjnym" - podkreślił. Jak mówił, to także czas, gdy nie należy oszczędzać na edukacji uczniów, podnoszeniu kwalifikacji pracowników i na wynagrodzeniach dla nauczycieli, gdyż od jakości edukacji zależy przyszłość i pomyślność nie tylko poszczególnych grup zawodowych, lecz także całych narodów i państw.

"Walka z kryzysem gospodarczym nie jest łatwa. To bardzo trudne zadanie dla rządzących. Trzeba bowiem zarówno walczyć z chorobą, jaką jest kryzys, jak i pilnować, by stosowane lekarstwa nie przyniosły negatywnych skutków ubocznych. Musimy zwracać uwagę rządzącym na skutki uboczne" - ocenił van Leeuwen.

W seminarium uczestniczą przedstawiciele związków zawodowych z 24 krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Azji Centralnej, wśród nich m.in. zastępcy sekretarza generalnego Międzynarodówki Edukacyjnej: Monique Fouilhoux i Charlie Lennon, prezydent Europejskiego Komitetu Związków Zawodowych Oświaty i Nauki (ETUCE) Ronnie Smith i wiceprezydenci: Kounka Damianowa i Odile Cordelier.