W pojedynkę rodzice mogą dbać jedynie o sprawy swoich dzieci, np. sprawiedliwe oceny. Działając w radzie szkoły czy radzie rodziców, mogą mieć wpływ na decyzje podejmowane przez dyrekcję.
W szkole mojej córki jest dwóch nauczycieli biologii. Jeden cieszy się bardzo dobrą opinią, jest lubiany przez uczniów, mimo że wymaga i nie stawia dobrych stopni za nic. Drugi jedynie dyktuje notatki do zeszytu. Nieoficjalnie dowiedziałam się, że ten drugi ma wyższą pensję. Czy rodzice mogą wpłynąć na zmianę wynagrodzenia nauczyciela?
Nie
Przynajmniej bezpośrednio. Pensja nauczycieli składa się z wynagrodzenia zasadniczego – jego minimalną wysokość określa w rozporządzeniu minister edukacji oraz dodatków – ich wysokość określają gminne regulaminy wynagradzania. Wysokość wynagrodzenia zasadniczego zależy od wykształcenia i stopnia awansu zawodowego. Na nią rodzice nie mogą mieć wpływu. Bywa więc i tak, że nauczyciel gorzej oceniany przez uczniów zarabia więcej od swoich kolegów, ponieważ posiada dłuższy staż pracy, lepsze wykształcenie czy wyższy stopień awansu zawodowego. Jednym z dodatków wypłacanych nauczycielom jest jednak dodatek motywacyjny. Jego przyznanie, a również wysokość, powinny zależeć od zaangażowania nauczyciela w wykonywaną pracę. Działająca w szkole rada rodziców może zwracać się do dyrektora szkoły, organu prowadzącego szkołę oraz organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach szkoły. Może zatem wnioskować o informowanie jej o wysokości dodatków motywacyjnych oraz o to, który nauczyciel go otrzymuje i dlaczego. Dyrektor czy organ prowadzący powinien udzielić odpowiedzi. Zależnie od jej treści, rada rodziców może wnioskować o obniżenie, podwyższenie, przyznanie bądź odebranie dodatku. Do wniosku może też dołączyć opinie o dorobku zawodowym nauczyciela. Dyrektor może jednak nie przychylić się do wniosku rodziców. Ponadto rada rodziców może zawrzeć z nauczycielami uczącymi w szkole umowy na poprowadzenie np. dodatkowych zajęć czy kółek zainteresowań i z tego tytułu wypłacać im wynagrodzenia. Zatem rodzice, choć w ograniczonym stopniu, to jednak mogą wpłynąć na wysokość wynagrodzenia nauczyciela.
Podstawa prawna
● Art. 54 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.).
To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Gazety Prawnej: Jaki wpływ na decyzje szkoły mogą mieć rodzice uczniów
W pełnej wersji artykułu znajdziesz odpowiedzi na pytania:
- Czy nauczyciel może być w radzie rodziców
- Czy można odmówić ubezpieczenia dziecka
- Czy przeniesienie dziecka zależy od zgody szkoły
- Czy szkoła może nie sporządzić protokołu
- Czy można żądać oceny nauczyciela
- Czy można zakwestionować ocenę
1: nauczyciel z IP: 83.28.140.* (2009-08-28 07:00)
jeszcze tegoby brakowało, żeby rodzice decydowali o mojej pensji jako nauczyciela. To może pacjent będzie decydował o pensji lekarza, albo skazany o pensji sędziego? To ja chcę jak wsiadam do autobusu, decydować, ile zrobi kierowca, chcę mieć wpływ na zarobki urzędnika w skarbówce, urzędzie miejskim i wszystkich urzędach, które muszę odwiedzać z wątpliwą przyjemnością. Chcę mieć wpływ na pensje dziennikarzy, którzy wypisują tutaj takie bzdury.
2: Marek z IP: 85.222.86.* (2009-08-28 09:44)
Ale tam jest wyraźna odpowiedź, że nie. I z tego, co zrozumiałem ew. podpowiedziano jak można coś zmienić. Ale to i tak ograniczona możliwość, bo zależy od dyrektora i wójta. Wynagrodznei powinno zależeć od jakości pracy,
i w szkole i w urzędach, ale... pewnie nie doczekamy gdy tak będzie.
3: TKF z IP: 86.14.138.* (2009-08-28 09:52)
gdyby szkoły były prywatne, rodzice i uczniowie wymagający, a nauczyciele zaczęliby sie starać uczyć lepiej, problemu by nie było. Nauczyciel dobry zarabiałby więcej, a gorszy, poszukać by musiał pracy przy wypasie owiec. Ale w tym systemie, ani nauczycielowi, ani uczniowi nie zależy. nauczyciel ma wychowanków daleko gdzieś, a ci nauczyciela jeszcze dalej. To taki relikt socjalizmu- edukacja państwowa. Szkoła bez autorytetu, nauczyciel bez autorytetu, uczeń-debil. To rodzice powinni zwyczajnie płacić za edukację swoich dzieci-wtedy by sami zadbali, gdzie i jak jest uczone ich dziecko i przez kogo. Skończyć z przymusem edukacji, bo to, że dzieci chodzą do szkoły wcale nie oznacza, że nie są analfabetami. To, że się uczą nie oznacza, że są mądre. Edukacja w Polsce ma coraz niższy poziom, mimo, że pani Kasia Hall dwoi się i troi z pisaniem nowych programów od czego nabawiał się już tiku nerwowego potakiwania.
4: Marek z IP: 85.222.86.* (2009-08-28 14:43)
I najbardziej denerwuje, jak dziennikarze mówią,że bezpłatna szkoła jest płatna, bo trzeba kupić podręczniki, plecak, itp. Tak mówił ostatni w tvp, w wiadomościach. Przecież szkoła nie jest bezpłatna, płacimy na jej utrzymanie z naszych podatków. To jest szkoła publiczna, a nie bezpłatna
5: belfer z IP: 95.160.210.* (2009-08-28 15:11)
Bezczelność niektórych rodziców przekracza wszelkie granice,ponieważ
wywierają presję na nauczycieli,zwłaszcza młodych,by stawiali oceny według ich widzimisię. Mama np.germanistka , mimo że córka nie bierze udziału w konkursach z języka niemieckiego i ma tylko oceny dobre z klasówek, żąda na semestr oceny celującej ,a gdy nauczycielka przeciwstawia się żądaniom, wystawia nauczycielce złą opinię do dyrektora placówki oświatowej, mówiąc, że nie ma odpowiednich kwalifikacji ,by uczyć języka zachodniego, choć ma
- ukończone studia uniwersyteckie .
Rodzice słabszych uczniów nie są obiektywni wobec możliwości intelektualnych wlasnych dzieci ,w czym pomagają im skwapliwie korepetytorzy :gdy dziecko nie robi postępów w nauce ,wmawiają rodzicom,że winni sąnauczyciele danego przedmiotu.
Tak naprawdę w szkolnictwie nikomu nie zależy ,aby osoby
dobrze wykształcone stawiały wysokie wymagania.Uczeń nie czyta lektur szkolnych ,a oburzeni rodzice mówią ,że nauczyciel nie umie nauczać
A propos wykształcenia:
często osoby z niepełnym wykształceniem wyższym,absolwenci prowincjonalnych szkółek uczą języków obcych w liceach ,a po studiach uniwersyteckich spychani są do szkól podstawowych.
Tak naprawdę liczą się w szkolnictwie tzw.układy-znajomości,sympatie i antypatie ,a rodzaj i jakość wykształcenia nie są ważne.
A i sami nauczycielenie nie cenią się ,skoro po zdobyciu awansu zawodowego z dumą powtarzają,że są dyplomowani .Zgadzają się na tę nazwę,sugerującą,że przedtem byli niedokształceni. Zapomnieli widocznie
o swoich wcześniej zdobytych dyplomach magisterskich.
6: filologini z IP: 83.11.185.* (2009-08-28 18:46)
Do TKF - dla polskiej edukacji lepiej będzie, jesli pani Kasia Hall jak najszybciej przestanie się dwoić i troić przy pisaniu programów. Tak, edukacja kosztuje, ale każdy, komu temat edukacji jest znany z autopsji wie, że jej prywatyzacja nie jest tu żadnym remedium. Pies jest pogrzebany w niskich nakładach na edukację. Odczuwamy też skutki reform. p. Handke, które polegały na zarżnięciu szkolnictwa zawodowego. W rezultacie tej 'reformy' 50% młodzieży w obecnych liceach nie powinno tam nigdy trafić z tej prostej przyczyny, że brak im możliwości intelektualnych, aby z powodzeniem zrealizować program liceum. Oczywiście winą za ich niepowodzenia z podejrzaną gorliwością obarcza się nauczyciela. System awansu to jeszcze inna bajka. Czy rodzice powinni mieć wpływ na wynagrodzenie nauczyciela? Myślę, że nie można odmawiać im prawa do tego przynajmniej w zakresie dodatku motywacyjnego. Bardzo wiele zależy od mądrego, silnego, nie podatnego na manipulacje dyrektora.
7: miki z IP: 89.229.242.* (2009-08-28 21:50)
do belfera
Niestety jeśli chodzi o wykształcenie masz racje a układy są wszędzie nawet poza szkołą.
Osoba pracująca w gminie, która zajmuje się ochroną środowiska ukończyła politologie w dodatku ma licencjat w Wyższej Szkole z Koziej Wólki. Gdzie tu logika?
8: związkowiec z IP: 94.71.74.* (2009-08-29 07:23)
do 6 filologini - 99% racji. Ten jeden procent to - rodzice mieli i mogą wydawać opinię o pracy nauczyciela, ale nie mogą mieć wpływu na jego wynagrodzenie.
Do Twojej opinii dodaję:
- brak systemu oświaty w Polsce/ jest nieustanna reforma systemu oświaty/
- złe a nawet szkodliwie niedopasowane programy nauczania w gimnazjach i liceach
- upadek szacunku nie tylko do nauczyciela ale do każdej władzy np. Prezydenta, Premiera czy też księży a przede do rodziców.
- ucieczka rodzicow o wychowania własnych dzieci.
- itd, itp
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Nie możemy się zgodzić, aby odstąpić od reformy emerytalnej, która ma zapewnić kobietom 70-proc. wzrost ich świadczeń. Jeśli ktoś żąda zmian, niech pokaże swoje realne propozycje. - mówi Mieczysław Augustyn, senator PO.