W systemie ochrony zdrowia nie osiągnie się równowagi finansowej bez wprowadzenia współpłacenia przez pacjentów. Chodzi o to, że dopłaty te skutecznie ograniczałyby możliwość nadużywania świadczeń.
Publikacja: 25 sierpnia 2009, 11:55 Aktualizacja: 25 sierpnia 2009, 11:58
Teza głoszona głównie przez polityków, jakoby Polaków powszechnie nie stać na jakiekolwiek współpłacenie za świadczenia zdrowotne, a jego wprowadzenie pozbawiłoby znaczną część społeczeństwa możliwości leczenia, jest zdecydowanie przesadzona. Tymczasem współpłacenie, czyli pewien udział środków prywatnych, oprócz publicznych, w finansowaniu świadczeń zdrowotnych jest warunkiem niezbędnym zbudowania sprawnego systemu powszechnej opieki zdrowotnej. Najprawdopodobniej wielu polityków nawet nie zdaje sobie z tego sprawy i niepowodzenia kolejnych prób reformowania służby zdrowia przypisuje destrukcyjnym działaniom przeciwników politycznych, związków zawodowych, kryzysom ekonomicznym lub wręcz siłom magicznym. Jest bowiem niepodważalnym faktem, że mimo wielu zapowiedzi i prób kolejnych rządów najważniejsze elementy reformy po prostu nie wychodzą. Tak jest z koszykiem gwarantowanych świadczeń zdrowotnych ogłaszanym już kilka razy z wielką pompą, ale jak widać, bez efektów. Tak jest z dodatkowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi, które miały zasilić publiczny system miliardami złotych, ale jakoś nie mogą się rozwinąć. Podobnie z wprowadzeniem efektywnego zarządzania w szpitalach, z zatrzymaniem ich zadłużania, z likwidacją kolejek itp.
Powodem porażki tych wszystkich prób reformowania systemu ochrony zdrowia jest właśnie rezygnacja z wprowadzenia dopłat z kieszeni pacjentów za część świadczeń zdrowotnych. Dlatego kwestie, wydawałoby się, dobrze zaplanowane i jeszcze lepiej nazwane nie działają, np. koszyk świadczeń gwarantowanych. Żeby spełnił on swoją funkcję jego zawartość, czyli to, co ma być dostępne bezpłatnie, musi być zrównoważona z ilością środków publicznych. W przeciwnym razie dostępność do tych świadczeń będzie iluzoryczna, tak jak dotychczas. Nie osiągnie się takiej równowagi bez wprowadzenia przynajmniej jakiegoś współpłacenia i nie chodzi tylko o to, że dopłaty z kieszeni pacjenta będą uzupełnieniem środków publicznych, ale i o to, że bez dopłat, gdy wszystko jest za darmo, nie ma możliwości skutecznego ograniczenia nadużywania świadczeń. Podobnie dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne nie rozwiną się na masową skalę, gdy nie będzie od czego się ubezpieczać. Tylko bowiem powszechne dopłaty do leczenia, i to niezbyt małe, stanowią odpowiednią podstawę do rozwoju ubezpieczeń dodatkowych. Tak jest np. we Francji, Holandii czy w Belgii. Bez dopłat do leczenia nie uda się też zlikwidować limitowania świadczeń zdrowotnych. A bez tego konkurencja między szpitalami będzie tylko iluzoryczna, bo nic tak nie poprawia sprawności zarządzania jak konkurencja.
Politycy boją się wprowadzić współpłacenie, twierdząc, że Polaków na to nie stać. Jeśli tak jest rzeczywiście, to kto wydał w ubiegłym roku 17 mld złotych na hazard, z tego znaczną część na grę w Totolotka i aż 8,5 mld na tzw. jednorękich bandytów. Te nieskomplikowane urządzenia ustawia się głównie w pubach, stacjach benzynowych, barach i podrzędnych knajpach. A w Totolotka nie grają przecież wyłącznie krezusi.
1: Kaptowaniec z IP: 82.160.17.* (2009-08-28 17:42)
Najlepszym sposobem jest finansowanie przez zdrowych leczenia chorych bez zbędnych pośredników składkę powinien zbierać Urząd skarbowy i dzielić na placówki służby zdrowia w zależności od ilości mieszkańców, które te placówki obsługują i nie może być tak, że na leczenie jednego mieszkańca w Warszawie przypada kilka razy więcej niż na przykład w Krośnie. Co do tego czy zdrowie jest towarem to mam wątpliwości, bo jak można kupić to, co jest bezcenne. Same założenia reformy mówiły o konieczności częstej zmiany systemu rozliczeń, ponieważ medycy dość szybko się uczą i rozliczają droższe procedury. Także Pani Minister zapowiada coroczne zmiany koszyka, czyli systemu rozliczeń. Do czego jest potrzebna konkurencja w państwowych szpitalach leczących nie za darmo, lecz za nasze składki. Konkurencję zostawmy „Prywatnym klinikom” leczących wybrane schorzenia i niech tam ci, co chcą sobie kupić taką usługę sami sobie płacą. Reformatorom służby zdrowia przeszkadzają związki zawodowe, bo pokazują przekręty, jakie robi się w szpitalach, aby je zadłużyć i przejąć za długi.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Nie możemy się zgodzić, aby odstąpić od reformy emerytalnej, która ma zapewnić kobietom 70-proc. wzrost ich świadczeń. Jeśli ktoś żąda zmian, niech pokaże swoje realne propozycje. - mówi Mieczysław Augustyn, senator PO.