Na spotkaniu ze związkami zawodowymi rząd zaproponował, że od przyszłego roku pensje nauczycieli wzrosną dwukrotnie. Pierwsza podwyżka o 1 proc. byłaby w styczniu, a kolejna – 3 proc. we wrześniu. Przed spotkaniem związki domagały się spełnienia przez rząd ubiegłorocznych ustaleń. Zgodnie z nimi przez najbliższe dwa lata nauczyciele mieli otrzymać dwie podwyżki po 5 proc. W porozumieniu ze związkami rząd zastrzegł jednak, że wzrost płac w 2010 roku będzie zależał od tempa wzrostu gospodarczego i sytuacji budżetu. Zaproponowany obecnie wzrost płac będzie kosztował budżet 1,6 mld zł.

Jak powiedział Michał Boni, szef zespołu doradców strategicznych premiera, nie ma innej grupy zawodowej i drugiej takiej pozycji w budżecie na 2010 rok, gdzie wzrost nakładów byłby tak znaczący.

Z propozycjami rządu nie zgadza się Ryszard Proksa z Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność. Według niego, taka podwyżka nie jest w stanie pokryć nawet przyszłorocznej inflacji. Tłumaczy, że w przyszłym roku nauczyciele otrzymają 1,67 średniorocznego wzrostu płac, co oznacza 50 zł podwyżki.

Z kolei, pod pewnymi warunkami, propozycje rządu jest gotów zaakceptować Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Branży Nauki Oświaty i Kultury i Forum Związków Zawodowych.

– Zaakceptujemy takie podwyżki, jeśli rząd w ramach przewidzianych środków na płace dla nauczycieli zwiększy udział o 2-3 proc. wynagrodzenia zasadniczego dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych w płacy łącznej – mówi Sławomir Wittkowicz.

Propozycje rządowe jest skłonny poprzeć Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

– Ta propozycja zasługuje na poważne rozważenie i byłoby nieodpowiedzialnością, gdybyśmy ją całkowicie odrzucili – podkreśla Sławomir Broniarz.

Kolejne spotkanie w sprawie podwyżek płac odbędzie się 27 sierpnia.