"Proponowana przez rząd podwyżka ma charakter bardziej propagandowy niż realny" - ocenił Ryszard Proksa z Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność". Swoje stanowiska związkowcy mają przedstawić na kolejnym spotkaniu, które zaplanowano na 27 sierpnia.

Zgodnie z porozumieniem zawartym w ubiegłym roku między związkami zawodowymi działającymi w oświacie a rządem, wzrost wynagrodzeń nauczycieli w przyszłym roku miał być nie mniejszy niż w tym roku, ale parametry wzrostu miały zależeć od możliwości budżetu państwa. W tym roku nauczyciele dostali wiosną jedną podwyżkę rzędu 5 proc. Drugą mają otrzymać we wrześniu - również 5-procentową.

"Proponowana podwyżka kosztować będzie budżet 1,6 mld zł"

"Jest kryzys gospodarczy na świecie - to są efekty tego kryzysu" - powiedział Boni dziennikarzom po spotkaniu z przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych.

Jak poinformował, proponowana przyszłoroczna podwyżka dla nauczycieli kosztować będzie budżet państwa 1,6 mld zł. "Nie ma innej grupy zawodowej, nie ma drugiej takiej pozycji w budżecie na 2010 r., gdzie wzrost nakładów byłby tak znaczący" - dodał.

Pytany przez dziennikarzy, czy ze strony rządowej jest jeszcze miejsce na negocjacje, czy też związkowcy muszą się pogodzić z tą propozycją i ją zaakceptować, odpowiedział, że zawsze jest miejsce na negocjacje. "Trwają prace nad budżetem. Tworząc ten wielki, wielki priorytet dla nauczycieli i wzrostu ich wynagrodzeń, patrzymy też na inne grupy, wydatki i zadania" - zaznaczył Boni.

"Pojawiła się robocza, techniczna propozycja, by być może zacząć dyskusje na temat zakładowego funduszu świadczeń socjalnych nauczycieli. On jest inny w Karcie Nauczyciela, niż w Kodeksie pracy - dużo, dużo większy. Gdyby ustawić go na takim samym poziomie jak mają pracownicy wszystkich innych zawodów i branż, to wtedy uzyskane z tego tytułu środki - w skali między 700 - 800 mln zł - mogłyby być włączone do wynagrodzeń" - powiedział szef doradców premiera.