W czwartek Boni powiedział dziennikarzom, ż konkretne liczby dotyczące ewentualnych oszczędności dla budżetu zostaną ujawnione podczas prezentacji projektu, gdy zostanie on skierowany do konsultacji społecznych. Poinformował ponadto, że obecnie w sprawie projektu prowadzone są robocze konsultacje i analizy z innymi resortami.

Dodał, że zmiany mają zwiększyć efektywność administracji. Nie odpowiedział na pytanie, czy wejście w życie nowych rozwiązań oznaczać będzie dziesięcioprocentową redukcję miejsc pracy w urzędach. Zaznaczył jedynie, że projekt ma dać kierownikom jednostek administracji narzędzia związane m.in. z zatrudnieniem czy wynagrodzeniami.

Boni wyjaśnił, że szefowie tych jednostek będą mogli - w zależności od ich sytuacji - decydować, które narzędzia wybrać i zastosować. Jego zdaniem, to zapewni szefom urzędów "elastyczność".

"Każda jednostka budżetowa ma odmienną sytuację. Są takie jednostki budżetowe, które już dokonały racjonalizacji i funkcjonują w pełni sprawnie, mając określony poziom zatrudnienia. Radykalna zmiana tego zatrudnienia oznaczałby ograniczenie ich możliwości zadaniowych" - wytłumaczył. Zastrzegł, że rząd nie będzie "działał na ślepo".

Pytany o ewentualne oszczędności, które mogłaby przynieść ustawa, oraz o to, czy zostaną one uwzględnione w przyszłorocznym budżecie, Boni poinformował, że racjonalizacja zatrudnienia jest nastawiona na zwiększenie efektywności administracji.

"Ewentualne oszczędności będą się rozkładały w czasie. Część będzie widoczna w roku 2010, a część w następnym okresie. W wiadomy sposób cały ten proces będzie musiał potrwać. (...) Motywem racjonalizacji zatrudnienia jest przede wszystkim efektywność, dobre wykorzystanie ludzi, nienakładanie się zadań i obowiązków, w jakimś sensie oszczędności" - powiedział.