Rząd szacował, że w tym roku ponad 2,6 tys. osób będzie otrzymywać emerytury z II filaru. Do końca 2013 roku – prawie 40 tys. Już wiadomo, że tak się nie stanie. Z przygotowanych dla GP danych ZUS wynika, że w I półroczu tego roku emerytury z OFE uzyskało niespełna 50 osób. I nie będzie ich przybywać.

Dzieje się tak m.in. za sprawą obowiązującego od lutego przepisu, który pozwala kobietom urodzonym w latach 1949–1954, które zapisały się do funduszy, wypisywać się z nich i wracać do ZUS. Wcześniej rząd dał takie prawo osobom odchodzącym na wcześniejsze emerytury.

W pogoni za ZUS

Reforma emerytalna przesądziła, że osoby urodzone w latach 1949–1968 miały wybór. Mogły przystąpić do II filaru lub nie. Decyzja o wyborze OFE była formalnie ostateczna. Nieco inaczej wyglądało to w praktyce. Klienci OFE, którym decyzja o przystąpieniu do niego nie pozwalała przejść na wcześniejszą emeryturę, starali się na podstawie k.c. unieważnić umowy z funduszem.

Taki sposób unieważnienia umów często powodował, że członkowie OFE przechodzili długotrwałą procedurę, a czasem sprawy kończyły się w sądzie. To m.in. dlatego rząd zdecydował się ustawowo rozwiązać tę kwestię. 21 lutego 2007 r. weszły w życie przepisy, które dały możliwość wypisania się z OFE osobom, które nie mogą z tego tytułu skorzystać z wcześniejszej emerytury. Ale to nie koniec zmian.

Mieszana bez II filaru

Od 7 lutego tego roku obowiązują przepisy dające takie prawo osobom mającym prawo do tzw. emerytury mieszanej. Przysługuje osobom kończącym wiek emerytalny w latach 2009–2013. W praktyce kobietom, które w tym czasie skończą 60 lat. Ich świadczenia z ZUS są obliczane częściowo na starych, a częściowo na nowych zasadach. Na przykład w tym roku – 80 proc. do 20 proc. Mogą też one, właśnie na podstawie nowych przepisów, występować z OFE. Wtedy ich pieniądze z II filaru trafiają do budżetu, a ZUS traktuje je jakby nigdy do niego nie należały.

Marek Bucior, wiceminister pracy i polityki społecznej, tłumaczy, że rząd w ten sposób chciał zrekompensować tym osobom skutki panującej na przełomie 2008 i 2009 roku bessy na giełdzie.

– Państwo nie wywiązało się wobec nich z wprowadzenia tzw. funduszy typu B, czyli bezpiecznych form oszczędzania, i dlatego nie mogą ponosić skutków tych zaniedbań – podkreśla Marek Bucior.