Sejm uchwalił nowelizację ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Wprowadza ona przede wszystkim zmiany dotyczące czasu pracy lekarzy. Od przyszłego roku będą oni pracować krócej (tylko 48 godzin tygodniowo), a dyżury medyczne będą wliczane do normalnego czasu pracy. Jednocześnie stawki za godziny dyżurowe będą liczone jak za nadgodziny. Lekarze są zadowoleni z tych zmian, bo sami od kilku lat bezskutecznie o nie zabiegali.

Zmiana przepisów o czasie pracy lekarzy została narzucona Polsce przez Unię Europejską. Dla niektórych szpitali oznacza to konieczność zatrudnienia większej liczby lekarzy lub zaproponowanie dotychczas zatrudnionym na etatach przejście na umowy cywilnoprawne, czyli tzw. kontrakty. Jak podkreśla Jacek Domejko, dyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego Latawiec w Świdnicy, niektóre placówki medyczne będą musiały zatrudnić nawet 50 proc. więcej lekarzy niż dotychczas.

- Ci, którzy przejdą na kontrakty, na pewno będą się domagać wyższych stawek godzinowych - dodaje Jacek Domejko.

Według szacunków Ministerstwa Zdrowia, dostosowanie się do nowych przepisów może kosztować szpitale nawet 750 mln zł. Koszty te mogą być jeszcze wyższe, jeżeli np. lekarze nie będą dobrowolnie podpisywać tzw. klauzuli opt-out, która umożliwia wydłużenie tygodniowego czasu pracy do 78 godzin. Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, uważa, że lekarze będą podpisywać klauzulę.

- Za wydłużony czas pracy będą dostawać wynagrodzenie jak za pracę w nadgodzinach, a więc będą mieć szansę zarobienia większych pieniędzy - mówi Paweł Trzciński.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

DOMINIKA SIKORA

dominika.sikora@infor.pl