Zarówno Naczelna Rada Lekarska, jak i prezesi towarzystw lekarskich proponują, aby oddzielić kwestię rekompensaty za niepożądane zdarzenia związane z udzielaniem świadczeń zdrowotnych od kwestii odpowiedzialności pracowników medycznych i zakładów opieki zdrowotnej.

– Obecnie obowiązujący system dochodzenia roszczeń przez pacjentów jest przede wszystkim nieprzyjazny dla nich samych. Na prawomocne wyroki czeka się latami – przekonuje Tomasz Korkosz, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.

Dlatego samorząd lekarski proponuje wprowadzenie tzw. modelu skandynawskiego. Zgodnie z nim, wysokość opłacanej przez szpital składki jest uzależniona od liczby pacjentów przypisanych do danego zakładu. Roczna składka przypadająca za jednego chorego wynosi zaledwie 4–5 euro. Poszkodowany nie dochodzi swoich roszczeń na drodze sądowej, ale przed specjalną komisją, i wskazuje tylko na fakt, że poniósł konkretną szkodę. Na podstawie procentowego uszczerbku na zdrowiu uzyskuje odszkodowanie.

Wprowadzenie takiego systemu wymagałoby jednak zmian ustawowych. Lekarze przekonują rząd do stworzenia tzw. zielonej księgi, która analizowałaby dotychczasowy system dochodzenia roszczeń przez pacjentów. Byłby to również sposób na pokazanie jego wad, zalet, a także porównanie polskiego systemu z obowiązującymi w innych krajach. Na razie jednak taka księga nie powstała. W Polsce brakuje wiarygodnych danych o liczbie popełnianych błędów medycznych. Według szacunków jest ich od kilku tysięcy do nawet 20 tysięcy rocznie.