W przyszłym roku województwa, które obecnie dostają najmniej pieniędzy na leczenie, otrzymają ich więcej. Zapowiadana przez resort zdrowia zmiana podziału środków NFZ ma dofinansować najbardziej deficytowe świadczenia. Dyrektorzy szpitali, które udzielają świadczenia przyjezdnym pacjentom, obawiają się, że stracą na nowych zasadach.
Ministerstwo Zdrowia, chcąc urealnić wysokość środków przypadających na poszczególne województwa, planuje więc wprowadzenie systemu podobnego do tego, jaki już obowiązuje w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ).
– Będzie się opierał na tzw. stawce kapitacyjnej. W przypadku osób powyżej 65 roku życia i dzieci, czyli grup, które przeciętnie najczęściej korzystają ze świadczeń zdrowotnych, zostanie ona proporcjonalnie zwiększona – zapewnia Ewa Kopacz.
To oznacza, że stawka będzie korygowana takimi przelicznikami jak częstość zachorowania, rodzaj chorób czy czas ich leczenia.
Z wprowadzeniem nowego systemu podziału środków na leczenie będzie się wiązać też zwiększenie kompetencji dyrektorów poszczególnych oddziałów Funduszu. Indywidualnie, a nie za zgodą centrali, będą decydować np. o przeznaczeniu dodatkowych pieniędzy na sfinansowanie najbardziej deficytowych świadczeń. Dzięki większym limitom na ich wykonywanie skróceniu mają ulec szpitalne kolejki. Powinny się tam też zmniejszyć tzw. nadwykonania, czyli świadczenia udzielane przez placówki medyczne ponad limit określony przez NFZ.
– Jeżeli dostalibyśmy więcej o 100 zł środków z NFZ na leczenie jednego pacjenta, to pozwoliłoby na zapłatę nadwykonań placówkom z naszego województwa – zapewnia Bożena Pałka-Koruba.
Zmiany algorytmu obawiają się jednak dyrektorzy placówek medycznych z Mazowsza, Śląska i Wielkopolski. Te regiony stracą najwięcej.
– To będzie przede wszystkim problem dla szpitali wielospecjalistycznych, które leczą nie tylko pacjentów z własnego regionu, lecz także bardzo dużą liczbę przyjezdnych – uważa Jan Czeczot, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. W. Orłowskiego w Warszawie.
Szpitali nie przekonuje, że zostaną utworzone na nowych zasadach tzw. fundusze migracyjne, z których będą pokrywane koszty świadczeń udzielanych pacjentom leczącym się poza miejscem zamieszkania.
– Dyrektorzy oddziałów NFZ, planując zakup świadczeń zdrowotnych na swoim terenie, muszą uwzględnić również wysokość rezerwy na koszty świadczeń opieki zdrowotnej w ramach migracji ubezpieczonych, która tworzona jest z ogólnej sumy środków, jakimi dysponuje dany oddział – mówi Dariusz Jarnutowski, dyrektor Departamentu Ekonomiczno-Finansowego NFZ.
Z założeń do planu finansowego NFZ na ten rok wynika to, że rezerwa ta miała wynosić ponad 1,84 mld zł. Zgodnie z aktualnymi danymi została zmniejszona do 78 mln zł. To przede wszystkim efekt pogorszenia sytuacji finansowej Funduszu.
37,2 mln osób jest ubezpieczonych w NFZ
1: ciekawy z IP: 83.21.148.* (2009-07-06 08:14)
A o ile mniej pieniędzy ,w związku z kryzysem ,otrzyma KK ???
2: zzz z IP: 89.174.238.* (2009-07-06 08:52)
i to jest powód żeby Śląsk odłączył się od polski
3: yxc z IP: 91.180.220.* (2009-07-06 09:59)
Ubezpieczalnie powinny placic rachunek za konkretnego pacjenta w wysokosci okolo 80%. Wowczas nie byloby problemu ze "strumieniami migracyjnymi finansow" do obszarow, w ktorych znajduje sie wiecej placowek leczniczych.
Do 31 maja dorabiający do zasiłków i świadczeń przedemerytalnych muszą rozliczyć się z ZUS

Nie możemy się zgodzić, aby odstąpić od reformy emerytalnej, która ma zapewnić kobietom 70-proc. wzrost ich świadczeń. Jeśli ktoś żąda zmian, niech pokaże swoje realne propozycje. - mówi Mieczysław Augustyn, senator PO.