Góra powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej zorganizowanej przez Fundację FOR, że polski system emerytalny nie wymaga w tej chwili reformy, ale kilku zmian. Najpilniejsza z nich to wprowadzenie subfunduszy przedemerytalnych (zwanych też kontami B - PAP), chroniących oszczędności osób, które są tuż przed przejściem na emeryturę, przed wahaniami związanymi z bieżącym funkcjonowaniem rynków finansowych. Kryzys może bowiem wpłynąć na znaczne obniżenie wartości oszczędności zarządzanych przez towarzystwa emerytalnych.

"Wahania rynków finansowych bywają bardzo szybkie. Może to rodzić pewne zagrożenie dla osób, które za chwilę mają przejść na emeryturę. W wyniku załamania na rynkach ich świadczenie stanie się niższe" - powiedział profesor.

Zgodnie z przedstawioną przez niego koncepcją, każdy w okresie między ósmym a piątym rokiem przed przejściem na emeryturę miałby opcję przeniesienia środków do bezpiecznego funduszu. Mógłby to zrobić jednorazowo albo w mniejszych transzach.

"Jeżeli ktoś nie chce (przenieść oszczędności - PAP), to może to jasno powiedzieć. W takim przypadku musiałby też podpisać się pod tym, że ponosi skutki podjęcia takiej decyzji, np. gdyby załamanie na rynkach finansowych nastąpiło" - wyjaśnił.

"Gdyby w 2005 r. wprowadzić fundusze bezpieczne typu konta B, to według naszych szacunków część emerytury z nowego systemu, z OFE, mogłaby być teraz o 20 proc. większa niż przy utrzymaniu standardowej struktury inwestycji dla wszystkich ubezpieczonych niezależnie od wieku" - poinformował dr Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR.

Według prof. Góry, koncepcję subfunduszy przedemerytalnych można realizować natychmiast. Wszystkie dokumenty są gotowe, potrzebna jest tylko decyzja polityczna. "Szkoda, że dziesięć lat minęło i nikt się tym nie zajął" - powiedział.

Jego zdaniem, kolejnym wyzwaniem jest objęcie całego społeczeństwa jednym powszechnym systemem emerytalnym. "Chodzi o to, by nie było grup społecznych trzymanych w oddzielnych klatkach, oddzielnych systemach emerytalnych" - powiedział. Jako przykłady wymienił rolników płacących składki do KRUS i służby mundurowe.

Kolejnym krokiem, który - według profesora - należy podjąć, jest wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. "Nierówny wiek emerytalny jest niekorzystny dla kobiet" - wyjaśnił. Dodał, że poza tym jest szereg bardzo ważnych kwestii technicznych związanych z funkcjonowaniem funduszy emerytalnych. Chodzi na przykład o podwyższenie (z 5 proc. środków - PAP) limitu, do którego OFE mogą inwestować za granicą oraz likwidację niekorzystnych dla nich przepisów, które podwyższają koszty takich operacji.

"Gdyby OFE miały możliwość większego zaangażowania w akcje spółek notowanych za granicą, wówczas ich straty związane ze spadkami na warszawskiej giełdzie byłyby znacznie niższe (...). Przy uwzględnieniu osłabienia złotego można by istotnie zredukować starty" - powiedział Wojciechowski.

Według niego, większość obecnych wypłat świadczeń emerytalnych dotyczy osób w starym systemie emerytalnym. To oznacza, że jeżeli więcej jest osób bezrobotnych i mniej osób pracuje, to mniej pieniędzy wpływa do ZUS. W ten sposób powstaje ubytek. "To powoduje napięcia w finansach publicznych, ale nie stanowi zagrożenia dla systemu emerytalnego, który jest na tego typu zjawiska odporny. W finansach publicznych powstaje jednak dodatkowy deficyt, który musi być pokryty z dotacji budżetowej, czyli z naszych podatków" - wyjaśnił.

Wojciechowski zaznaczył, że dziura w budżecie ZUS to efekt szeregu zaniedbań. Nie podniesiono wieku emerytalnego kobiet, nie dokonano zmian w emeryturach mundurowych, opóźniono o dwa lata likwidację wcześniejszych emerytur. "Te zaniedbania teraz się na nas mszczą. Gdyby nie one, dziura w budżecie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych byłaby mniejsza" - powiedział.