Prawie 10 mln osób otrzymujących świadczenia emerytalno-rentowe otrzyma w przyszłym roku zdecydowanie niższą podwyżkę niż w tym i poprzednim, kiedy wskaźnik waloryzacji przekraczał 106 proc. Wynika to głównie ze spadku wzrostu cen oraz płac. Rząd zaproponował też wczoraj, aby przyszłoroczny wskaźnik waloryzacji, który obowiązkowo weźmie pod uwagę tegoroczną inflację i co najmniej 20 proc. realnego wzrostu płac, uwzględnił jedynie niezbędne minimum wzrostu wynagrodzeń (tzw. zwiększenie).

W efekcie wzrost świadczeń może w przyszłym roku wynieść niepełna 3,4 proc. Jak wskazuje rząd, średnioroczny wskaźnik inflacji w tym roku ukształtuje się na poziomie 103 proc. Z kolei realny wzrost przeciętnego wynagrodzenia wyniesie 1,8 proc. 20 proc. z tej ostatniej wartości daje około 0,36 proc. Wskaźnik waloryzacji wyniesie więc około 103,4 proc.

Rząd wskazuje, tłumacząc minimalną wartość zwiększenia, że waloryzacja jest dokonywana z budżetu, a wzrost jej wskaźnika oznacza zwiększenie jego trwałych zobowiązań. Rząd szacuje, że każde jego podwyższenie o 0,1 pkt proc. to dodatkowy koszt w skali 10 miesięcy w 2010 roku wynoszący ok. 136 mln zł. Wydatki te, jak wskazuje, ze względu na kondycję finansów publicznych i trudną sytuację gospodarczą byłyby w przyszłym roku i kolejnych latach trudne do sfinansowania.

Teraz propozycję zwiększenia będą negocjować partnerzy w Komisji Trójstronnej. Jeśli dojdą do porozumienia, ich uchwała będzie wiążąca dla rządu. Jeśli nie, rząd sam ogłosi wskaźnik waloryzacji.