Związkowcy alarmują, że wprowadzenie nowych przepisów może oznaczać katastrofę dla polskiego górnictwa i opartej w ponad 90 proc. na węglu energetyki. Chodzi o tzw. pakiet klimatyczny, mający docelowo zminimalizować emisję CO2.

O zamiarze zorganizowania manifestacji, w której ma wziąć udział ok. 3 tys. związkowców ze Śląska, poinformował we wtorek szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", Piotr Duda. Nie wykluczył, że związkowcy pojadą do Brukseli dwa razy - we wrześniu w mniejszej sile i w połowie października na główną demonstrację, którą nazwał "małym najazdem na Brukselę".

"Chcemy, podobnie jak stoczniowcy, pokazać nasze niezadowolenie"

"Chcemy, podobnie jak stoczniowcy (którzy także manifestowali w Brukseli - PAP), pokazać nasze niezadowolenie i dać wsparcie tym naszym przedstawicielom, którzy pilotują sprawę w Parlamencie Europejskim" - wyjaśnił Duda, zapowiadając, że polskich związkowców mają wesprzeć koledzy z Niemiec i Hiszpanii.

Szef śląsko-dąbrowskiej "S" zaznaczył, że w sprawie projektowanych w europarlamencie rozwiązań dotyczących pakietu klimatycznego, związkowcy są w kontakcie z eurodeputowanym, b. premierem Jerzym Buzkiem. Jak mówił Duda, związek chce upomnieć się o regulacje, umożliwiające stabilne funkcjonowanie polskiego górnictwa i energetyki.

"Chodzi o sprawy emisji CO2 i kolejnych dyrektyw, dotyczących tego problemu. UE wprawdzie zgadza się na inwestycje w polskiej energetyce, ale z drugiej strony daje takie obostrzenia odnośnie emisji dwutlenku węgla, że po prostu nie będzie się to opłacać" - wyjaśnił Duda.

Manifestacja ma odbyć się ok. 15 października, kiedy Parlament Europejski ma głosować przepisy dotyczące CO2. Niewykluczone jednak, że mniejsza demonstracja odbędzie się w Brukseli także we wrześniu.

"S" rozmawia z przedstawicielami PKP na temat ewentualnego przewiezienia manifestantów

"S" rozmawia z przedstawicielami PKP na temat ewentualnego przewiezienia manifestantów na październikową demonstrację specjalnymi pociągami. Ze Śląska do Brukseli pojechać ma wówczas ok. 3 tys. górników i pracowników firm energetycznych.

Według związkowców, dyrektywy dotyczące obligatoryjnego stosowania technologii CCS, czyli wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla z całą pewnością zaważą na przyszłości polskiej energetyki, a co za tym idzie - także górnictwa. Wszystko wskazuje na to, że jesienią Parlament Europejski uchwali nowe prawo.

Jeżeli przyjęte będą dotychczasowe propozycje, po 2015 roku pozwolenie na budowę nowego bloku energetycznego będzie uzależnione od jego przygotowania do stosowania CCS, po 2020 r. nie będzie mogła powstać żadna elektrownia bez CCS, a w 2025 stosowne instalacje będą musiały mieć wszystkie bloki powyżej 120 megawatów elektrycznych i 300 cieplnych.

W toku prac nad regulacjami w tym zakresie, pojawiały się także bardziej restrykcyjne projekty. W czerwcu Parlament Europejski odrzucił np. poprawkę, zmierzającą do wprowadzenia artykułu, sprowadzającego się do zakazu budowy w nadchodzących latach elektrowni węglowych. Zaproponowany tam bowiem limit emisji CO2 na poziomie mniejszym niż 350 g na kilowatogodzinę energii byłby obecnie niemożliwy do uzyskania.

Według Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej w Katowicach, najlepsza dostępna obecnie technologia umożliwia uzyskanie emisji rzędu 750 g dwutlenku węgla na kilowatogodzinę energii w przypadku elektrowni na węgiel kamienny oraz ok. 950 g dla elektrowni na węgiel brunatny.