Środowa "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że w budżecie na przyszły rok nie ma pieniędzy na wyższe pensje dla nauczycieli. A miało być po 10 proc. dla każdego nauczyciela. Związkowcy już wiedzą, że będą musieli odpuścić obiecane im podwyżki - podała "GW".

"Jeśli chodzi o przyszły rok, to prace nad budżetem dopiero się rozpoczynają. Jest jeszcze za wcześnie, by powiedzieć, coś konkretnego (o podwyżkach dla nauczycieli). To jeszcze nie ten etap" - powiedziała minister.

Nauczyciele otrzymali podwyżki w styczniu tego roku i otrzymają je we wrześniu

Hall przypomniała, że nauczyciele otrzymali podwyżki w styczniu tego roku i otrzymają je we wrześniu, "co jest zaplanowane w tegorocznym budżecie". "Ta sytuacja jest pewna i jasna" - podkreśliła.

"GW" napisała, że w wyniku negocjacji płacowych, prowadzonych przez ministra Michała Boniego z oświatowymi związkami zawodowymi podczas strajków pod koniec 2008 r., rząd dał nauczycielom dwie podwyżki z tegorocznego budżetu (5 proc. od stycznia i drugie 5 proc. od września). Rząd obiecał to samo w 2010 r. Jak podaje GW, dziś rząd planuje tylko 1-procentowy wzrost pensji dla całej strefy budżetowej.

Jednak - przypomina gazeta - minister Boni, wpisał do osiągniętego wtedy porozumienia warunek, który zakładał przeprowadzenie w połowie 2009 roku rozmów. W ich wyniku rząd i związki mają ocenić, jak obiecane podwyżki mają się do "tempa wzrostu gospodarczego i sytuacji budżetowej państwa".

"Trzeba będzie się zastanowić z nauczycielami, co jest możliwe, a co nie"

"Na świecie kryzys, w kraju mamy spowolnienie gospodarcze. Trzeba będzie się zastanowić z nauczycielami, co jest możliwe, a co nie" - przyznał w rozmowie z "Gazetą" minister Boni. "Na 1 proc. podwyżki się nie zgodzimy. Punktem wyjścia do negocjacji będzie dla nas zapisane 10 proc. " - zapowiada tymczasem prezes ZNP Sławomir Broniarz. Podkreślił jednak, że związkowcy zdają sobie sprawę z kryzysu i jego konsekwencji.