Zły system zaopatrzenia

JÓZEF GÓRALCZYK

Generalnie celem naszego sejmiku, który skupia 50 organizacji, zajmujących się sprawami osób niepełnosprawnych, jest ułatwianie im życia i normalnego funkcjonowania. Dlatego w roku 2004 wystąpiliśmy o nowelizację przepisu, który utrudniał uzyskanie przez osobę niepełnosprawną właściwego zaopatrzenia protetycznego. Był to niejako zamknięty system, w którym urzędnik NFZ decydował, ilu firmom przyzna prawo wykonywania np. aparatów słuchowych. My uważaliśmy i nadal uważamy, że taki zamknięty system to błąd. Ogranicza konkurencję między wytwórcami, a ponadto tworzy możliwość powiązań korupcyjnych pomiędzy urzędnikiem a firmą wybraną do produkcji. Uważaliśmy za swój sukces fakt, że ten system udało się otworzyć. Niestety, w praktyce okazało się, że wcale nie jest lepiej. Prawo decyzji o wyborze firmy produkującej artykuły zaopatrzenia medycznego z urzędnika NFZ przeszło na lekarza. Pozostały te same utrudnienia, tyle że podejrzenia korupcyjne dotyczą lekarza, a nie urzędnika. A generalnie z zaopatrzeniem medycznym jest naprawdę źle. 20 maja skierowaliśmy w tej sprawie pismo do Ministerstwa Zdrowia. Jak na razie nie mamy odpowiedzi. A obecna sytuacja w zaopatrzeniu medycznym nie tylko w aparaty słuchowe, lecz także np. sprzęt z zakresu ortopedii, czym zajmuję się na co dzień, jest naprawdę fatalna. Limity finansowe są żałosne, a załatwienie np. aparatu słuchowego trwa dłużej niż kiedyś. Myślę, że nie można tego tolerować. Tym, co się dzieje obecnie z zaopatrzeniem medycznym, powinno jak najszybciej zająć się Ministerstwo Zdrowia, NFZ i organizacje osób niepełnosprawnych.

ANDRZEJ KONOPKA

Zajmuję się tylko aparatami słuchowymi, nie wiem więc, jak to jest w innych dziedzinach zaopatrzenia medycznego. W naszej branży wiele jednak zmieniło się na lepsze. Przed rokiem 1999 aparaty słuchowe kupowały wyłącznie szpitale, a kryterium podstawowym była niska cena. Potem aparat otrzymywał pacjent, nierzadko bez żadnych objaśnień dotyczących użytkowania i obsługi. Teraz ustalona jest kwota dopłaty do aparatu słuchowego. W przypadku osoby dorosłej wynosi 560 zł, w przypadku dziecka 1,2 tys. zł. Znana jest też droga, jaką musi przebyć pacjent, by aparat uzyskać. Tak więc najpierw trzeba odwiedzić lekarza rodzinnego, który wystawi skierowanie do specjalisty laryngologa. Laryngolog po badaniu wystawia wniosek o aparat, który musi zaakceptować NFZ. Z zaakceptowanym wnioskiem pacjent zgłasza się do firmy wykonującej aparaty. Z reguły w trakcie przygotowywania i dopasowywania aparatu będzie musiał złożyć w niej jeszcze trzy wizyty. Jak się orientuję, podobnie jest w wielu krajach na świecie, także w Niemczech. Tam również dochodzi do powiązań korupcyjnych pomiędzy lekarzem a gabinetem protetycznym. Moim zdaniem po to, by uniknąć takich przypadków, zamiast walczyć ze zjawiskiem korupcji, lepiej tak zmienić system, by przed nią zabezpieczał. Stąd pomysł, by pacjent, któremu potrzebny jest aparat słuchowy, szedł od razu do firmy, która go dopasuje. Jej wniosek, po dokładnym przebadaniu słuchu, czego przecież wymaga dopasowanie aparatu, trafiałby do NFZ. Można więc skrócić załatwianie wszystkich formalności i drogę pacjenta, rezygnując z jego wizyt najpierw u lekarza rodzinnego, potem u laryngologa, który wypisuje wniosek. I jeszcze jedna kwestia. Dopłata do aparatu przysługuje raz na pięć lat. Potem konieczne są znów wizyty u lekarzy. Po co, skoro wiadomo, że z czasem słuch się nie polepsza, a może jedynie pogorszyć. Da się to dokładnie stwierdzić w zakładzie, w którym trzeba dopasować kolejny aparat. Z tego uproszczenia korzyści są następujące: dla pacjenta krótszy czas oczekiwania i droga do uzyskania aparatu. A dla NFZ oszczędności na zmniejszeniu liczby wizyt u lekarzy.

Co sprzyja korupcji

AGNIESZKA JAGIEŁŁO-GRUSZFELD

Ważne, by podczas naszej dyskusji ustalić, czy są jakieś limity dotyczące aparatów słuchowych, które w określonym czasie i regionie mają trafić do pacjentów. Jeśli tak, to można sformułować stwierdzenie, że NFZ posługuje się lekarzami do limitowania tych świadczeń. A uproszczenie systemu, czyli rezygnacja z lekarza w wypisywaniu wniosków o aparat słuchowy i ustalenie, że mogą się tym zająć producenci, oznaczałoby niejako automatyczne zwiększenie liczby tych aparatów. W każdym zawodzie, także w moim – jestem lekarzem onkologiem – są osoby nieuczciwe. I ich postępowanie jest jednoznacznie naganne. Ale warto sobie uświadomić, że korupcja pojawia się wtedy, gdy do jakiejś usługi jest zbyt wąski dostęp. Wtedy sam pacjent czy jego rodzina stara się, by właśnie on uzyskał do niej dostęp. Dlatego warto ustalić, jak to jest z tym limitowaniem. Przecież bywa, że lekarz przyjmuje 20 pacjentów, bo taki ma limit, choć mógłby przyjąć 50 osób. Niestety, rola NFZ często polega na takim ustalaniu limitów.

ANDRZEJ RATYŃSKI

Z tego, co usłyszałem, wynika, że jakiś lekarz dogadał się z zakładem produkującym aparaty słuchowe i z tego tytułu czerpie zyski. Dla mnie jest to więc raczej rodzaj nieformalnego biznesu, działań w szarej strefie, na pewno niepolecanych, ale czy już korupcyjnych? Skoro chcemy mówić o korupcji, to skupmy się np. na łapownictwie wśród lekarzy, o czym w różnych środowiskach i mediach tak często można usłyszeć. Podczas dotychczasowych wypowiedzi kilkakrotnie padała nazwa i uwagi pod adresem mojej instytucji, czyli NFZ. Natomiast nie ma wśród nas przedstawiciela Ministerstwa Zdrowia ani resortu zajmującego się zwalczaniem korupcji. Brakuje mi także kogoś z organów ścigania, powołanych przecież do walki z korupcją, wyposażonych w odpowiednie środki i możliwości. Uważam, że z takich możliwości należy korzystać i jeśli zachodzi podejrzenie korupcyjnych działań, pisać doniesienia. Natomiast generalnie w sprawie zaopatrzenia medycznego mogę stwierdzić, że dla NFZ jest to jedna z najważniejszych spraw. I w odpowiedzi na słowa moich przedmówców o konieczności zmian w tej dziedzinie powiem, że jako osoba odpowiedzialna m.in. za tę kwestię czekam na propozycje, wnioski, korespondencję. Z pewnością nie pozostaną bez odpowiedzi.

LIDIA LIRO

O propozycjach zmian w sposobie załatwiania aparatów słuchowych dowiedziałam się jakiś czas temu i w pełni go popieram. Jako dyrektor szkoły kształcącej protetyków wiem, że jej absolwenci potrafią badać słuch, określać jego ubytek. Zresztą w poradni naszej placówki bezpłatnie badamy słuch. Uważam, że w centrum naszej dyskusji powinien znaleźć się pacjent i jego komfort. Obecnie musi on najpierw udać się do lekarza rodzinnego, co nierzadko oznacza wyczekiwanie przez kilka godzin od rana na szansę wizyty, po to, by uzyskać skierowanie do laryngologa. Ze skierowaniem na wizytę u specjalisty musi czekać np. trzy miesiące. Ten pacjent to często człowiek starszy, niezbyt sprawny ruchowo. Niedosłuch dodatkowo utrudnia mu życie, izoluje społecznie, pogłębia uczucie opuszczenia. Można skrócić jego drogę po aparat, eliminując wizyty u lekarzy. Jeśli liczba aparatów na dany region i okres są limitowane i trzeba się tego trzymać, to również w tym protetyk może zastąpić lekarza. A pacjent i tak zyskuje, bo skraca się jego czas oczekiwania na aparat.

ANDRZEJ RATYŃSKI

Mówiąc o potrzebach, nie możemy zapomnieć o środkach, jakimi dysponujemy. Konieczność ustalania limitów nie wzięła się z powietrza. Po prostu, doceniając sprawy zaopatrzenia medycznego, trzeba pamiętać i o innych potrzebach naszego lecznictwa.