Na rozpoczynającym się w tym tygodniu posiedzeniu Sejm może rozpocząć pracę nad rządowym projektem ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców.

Nowe przepisy przewidują wypłatę subsydiów płacowych dla pracowników, którzy w dobie kryzysu zgodzą się na obniżenie wymiaru czasu pracy (maksymalnie o połowę) i proporcjonalne zmniejszenie pensji. Przez sześć miesięcy będą oni otrzymywali co miesiąc 402,50 zł (70 proc. zasiłku dla bezrobotnych) z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Projekt nie uzależnia wysokości dopłat od poziomu zmniejszenia wymiaru czasu pracy. Taką samą kwotę otrzymają więc pracownicy, których wymiar pracy i wynagrodzenie będzie obniżone o połowę, oraz ci, których czas pracy i wynagrodzenie zostanie zmniejszone tylko o 1/10 etatu. Pracodawcy mogą więc tylko symbolicznie obniżać wymiar pracy i płacę podwładnego, aby przez pół roku FGŚP finansował im nieformalne podwyżki płac (rzędu nawet kilkuset zł).

– Będziemy postulować o zmianę tych przepisów, aby wysokość dopłat była jednak uzależniona od tego, w jak dużym stopniu obniżono danemu pracownikowi wymiar pracy – mówi Adam Ambrozik.

Podkreśla jednak, że firmy wcale nie muszą wykorzystywać ich do nieformalnych podwyżek płac. Dopłaty mają być wypłacane bowiem tylko przez maksymalnie sześć miesięcy.

– Po tym okresie pracownicy mogą więc żądać od pracodawcy podwyższenia płac już z własnej kieszeni – uważa Adam Ambrozik.

Dodatkowo z subsydiów płacowych będą mogły skorzystać tylko firmy, które m.in. udokumentują co najmniej 30-proc. spadek obrotów gospodarczych w ciągu czterech ostatnich pełnych kwartałów przed złożeniem wniosku o subsydia. Będą to więc zakłady, którym zależy na uniknięciu upadłości, a nie na podwyżkach dla pracowników.

Premier Donald Tusk zapowiedział, że ustawa ma być uchwalona przed wakacjami parlamentarnymi. Ostatnie przedwakacyjne posiedzenie Sejmu odbędzie się 14-17 lipca, a Senatu – 29-31 lipca.