Pielęgniarki i położne coraz częściej padają ofiarami przemocy ze strony swoich podopiecznych.

– Agresywni są pacjenci, ale także ich rodziny. Najczęściej do aktów przemocy, fizycznej czy werbalnej, dochodzi na oddziałach ratunkowych, na izbach przyjęć, ale także na oddziałach psychiatrycznych – mówi Grażyna Rogala-Pawelczyk, adiunkt na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie, były naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej pielęgniarek i położnych.

Zgodnie z projektem ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej przygotowanym przez resort zdrowia (jest do 1 lipca w konsultacjach) mają one zostać objęte ochroną przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych. Dzięki temu zyskają dodatkowe uprawnienia. Zgodnie art. 222 kodeksu karnego za napaść (naruszenie nietykalności cielesnej) na osobę posiadającą status takiego funkcjonariusza, który jest w trakcie wykonywania obowiązków służbowych, grozi kara grzywny, ograniczenie wolności lub kara pozbawienia wolności do trzech lat. Za napaść przy użyciu broni palnej, noża lub innego środka obezwładniającego grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat (art. 223 k.k.). Natomiast za znieważenie funkcjonariusza publicznego trzeba liczyć się z karą finansową, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do roku.

– Nadanie pielęgniarkom i położnym dodatkowych uprawnień jest ważne i potrzebne. Jednak projekt ustawy powinien precyzyjnie opisać, czy chodzi jedynie o ochronę, czy nadanie im statusu funkcjonariusza publicznego. Zamierzamy zgłaszać w tej sprawie uwagi do projektu – mówi Zdzisław Bujas, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP).

O nadanie statusu funkcjonariusza od kilku lat walczą też lekarze. Obecnie tylko wybrani medycy mają do niego prawo. Aby nabyć status funkcjonariusza publicznego, lekarz musi pełnić funkcję administracyjną i musi się to wiązać z dysponowaniem środkami publicznymi. Statusem takim są więc objęci dyrektorzy placówek, wybrani pracownicy NFZ czy konsultanci medyczni.