W większości gmin zakończyła się już rekrutacja do przedszkoli lub trwa jej etap uzupełniający. Jak w poprzednich latach pojawił się problem braku wolnych miejsc w placówkach publicznych oraz kontrowersje związane z zasadami przeprowadzania naboru.

Najpierw sześciolatki

Kryteria, które stosują gminy są z jednej strony oparte na obowiązującym prawie oraz na kryteriach dodatkowych, które mogą być kształtowane dowolnie. Przepisy mówią, że pierwszeństwo w przyjęciu do przedszkola mają dzieci:

• sześcioletnie,
• wychowywane przez samotnego rodzica,
• których ojciec lub matka ma orzeczoną niepełnosprawność,
• wychowujące się w rodzinach zastępczych.

Jeżeli chodzi o kryteria dodatkowe to w większości gmin są one takie same. Większe szanse i co z tym związane dodatkowe punkty mają pięciolatki, dzieci, których obydwoje rodzice pracują, te, które kontynuują naukę w przedszkolu oraz dzieci, których rodzeństwo uczęszcza już do tego samego przedszkola.

- Mimo otwarcia dodatkowych oddziałów, nie zostało przyjętych około 400 dzieci. Mamy wprawdzie dla nich miejsca, ale tylko na pięć godzin – mówi Bożena El-Maaytah, naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miasta we Włocławku.

Małżeństwa w odwrocie

Coraz popularniejsze jest prowadzenie rekrutacji elektronicznej. Wtedy w danej gminie stosowane są takie same kryteria w stosunku do wszystkich dzieci. Nie ma więc różnic w warunkach przyjmowania do przedszkoli, które stosują poszczególne placówki.

- Nie jest to może idealne rozwiązanie, ale powoduje, że wszyscy rodzice są traktowani na takich samych zasadach – mówi Lidia Zimmermann, dyrektor Przedszkola nr 7 w Pile.

Wiele gmin zwraca uwagę, że część kryteriów jest niesprawiedliwa.

- Duże zastrzeżenia budzi preferencja dla samotnych rodziców. Daje ona duże pole do nadużyć. Dochodzi też do absurdalnych sytuacji, że w tym roku w niektórych przedszkolach nie przyjęliśmy żadnego dziecka, które nie było wychowywane przez samotną matkę – mówi Anna Kłobukowska, dyrektor Wydziału Oświaty UM w Toruniu.

Tu miejsc w placówkach publicznych nie znalazło ponad 500 dzieci.

Dodaje, że ani urząd ani dyrektorzy placówek nie są w stanie sprawdzić jak jest naprawdę.

- Jednym z wymaganych dokumentów jest oświadczenie o zamieszkiwaniu na terenie naszego miasta. Nie jest to meldunek, więc nie sprawdzimy czy rodzice rzeczywiście tu mieszkają – mówi Anna Kłobukowska.