We wtorek Główny Urząd Statystyczny podał, że wynagrodzenie w I kwartale wyniosło 3.185,61 zł, czyli wzrosło o 6,7 proc. rok do roku. W ujęciu kwartalnym przeciętne wynagrodzenie wzrosło już tylko o 2,8 proc.

Zdaniem eksperta, spadek dynamiki wzrostu płac nie będzie nagły; będzie trwał przez "dłuższy czas". "Część podwyżek nie jest bowiem powiązana z koniunkturą na rynku i wynika np. z układów zbiorowych pracy czy dodatków za wysługę lat" - wyjaśnił w rozmowie z PAP Wyżnikiewicz.

Dodał, że w okresie spowolnienia gospodarczego widoczny jest tzw. rynek pracodawcy. "To taki rynek, na którym pracodawcy dyktują warunki, a pracownicy muszą się do nich dostosowywać. Nie oznacza to jednak, że będą ich zwalniać, bądź nie dadzą im podwyżek" - powiedział.

Zaznaczył, że ich odejście z pracy i ponowne zatrudnienie w okresie, gdy powróci koniunktura, kosztowałoby firmy znacznie więcej, niż minimalna podwyżka na poziomie spodziewanej inflacji, czyli właśnie ok. 3 proc.