Z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że pomimo bezrobocia sięgającego już ponad milion osób, wciąż bez obsady pozostaje prawie 65 tys. miejsc pracy. To o 39 tys. mniej niż było ich jeszcze we wrześniu 2008 r., kiedy docierała do nas pierwsza potężna fala recesji.

Największe braki kadrowe odczuwają pracodawcy poszukujący wysoko wykwalifikowanych robotników budowlanych oraz rzemieślników, a także specjalistów w dziedzinie wytwarzania i dystrybucji energii elektrycznej oraz pośredników finansowych.

O kadrę nie jest też łatwo w handlu i usługach. W branżach tych dominują dwie grupy: nisko opłacani niewykwalifikowani pracownicy albo specjaliści, których na rynku brakuje, więc wykorzystują ten fakt i zmieniają pracodawców często.

- Nowego personelu szukają obecnie głównie mali przedsiębiorcy. To oni są kołem zamachowym naszej gospodarki - przypomina Wiesław Łagodziński, rzecznik prasowy GUS.

Wtóruje mu Artur Skiba, dyrektor firmy rekrutacyjnej Antal Intrenational.

- Z naszych obserwacji także wynika, że więcej pracy dla specjalistów jest aktualnie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. MIS są bardziej elastyczne i szybciej mogą przystosować się do zmieniających się warunków gospodarczych, dlatego kryzys jest dla nich szansą na pozyskanie nowych pracowników - mówi Artur Skiba.