•  Podwyżka płacy minimalnej nie powinna zaszkodzić sytuacji na rynku pracy, choć może spowolnić tempo spadku bezrobocia
  •  Znaczny wzrost może zachęcić wiele osób do rezygnacji ze świadczeń społecznych i podjęcia pracy
  •  Wyższe minimum przyspieszy tempo wzrostu płac i obniży konkurencyjność firm

Rząd planuje radykalne podniesienie płacy minimalnej. W przyszłym roku ma wzrosnąć o 190 zł i wynieść 1126 zł. Będzie to 40 proc. średniej pensji. Obecnie płaca ta wynosi 936 zł i stanowi 35 proc. średniej. W wyniku podwyżki pensja netto osoby zarabiającej minimum będzie w styczniu wyższa o prawie 150 zł. Obecnie otrzymuje do ręki 697,94 zł, w styczniu będzie to 843,18 zł. Pensja netto wzrośnie więc o prawie 21 proc., także w efekcie redukcji składki rentowej.

Eksperci zgadzają się, że planowana podwyżka nie powinna znacznie pogorszyć sytuacji na rynku pracy czy spowodować wzrostu szarej strefy. Obecnie niewiele osób otrzymuje płacowe minimum. Może jednak spowolnić tempo spadku bezrobocia, utrudnić start zawodowy nisko wykwalifikowanych osób oraz podnieść koszty pracy, szczególnie w małych firmach. Dlatego eksperci przestrzegają przed dalszymi, gwałtownymi wzrostami. Zaletą decyzji rządu może być to, że wiele niepracujących osób, które ze względu na niskie płace wolą otrzymywać świadczenia społeczne, może zdecydować się na zatrudnienie.

Rynek pracownika

Jan Rutkowski, ekspert Banku Światowego, ocenia, że decyzja rządu jest bezpieczna dla gospodarki ze względu na spadające bezrobocie i dobrą koniunkturę. Niewiele firm płaci minimum, więc wzrost nie obejmie wielu przedsiębiorstw. Obecnie to firmy szukają pracowników i muszą im płacić więcej. Potwierdzają to dane GUS. W grudniu 2006 r. płacę minimalną w firmach zatrudniających powyżej dziesięciu osób (łącznie pracuje tam 7,9 mln osób) otrzymywało 181,7 tys. osób. To zaledwie 2,3 proc. Jednak w skali kraju liczba otrzymujących taką płacę może być nieco wyższa.

- Częściej płacę minimalną otrzymują osoby zatrudnione w małych firmach - mówi prof. Zofia Jacukowicz z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Tłumaczy jednak, że nawet uwzględniając te osoby, bardzo niewielu pracowników przy obecnej sytuacji na rynku pracy otrzymuje płacowe minimum. Według Mateusza Walewskiego z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych firmy płacą pracownikom więcej, bo muszą konkurować o nich zarówno z firmami polskimi, jak i zagranicznymi.

Potwierdzają to pracodawcy. Ich zdaniem niewiele osób chce pracować za minimalną pensję. Przedsiębiorca z Łodzi zajmujący się haftem tkanin zapewnia, że wzrost mininum nie będzie dla niego oznaczać wyższych kosztów, bo i tak płaci pracownikom więcej. Podobnie mówią pracodawcy z województwa łódzkiego i lubelskiego.

- Sam jeżdżę ciężarówką, bo nie mogę znaleźć kierowcy. Płaciłem 600-700 zł na tydzień, a i tak nie było chętnych - mówi Piotr Latkowski z Lublina.

Zdaniem mateusza Walewskiego gwałtowna podwyżka byłyby groźna jeszcze dwa lata temu, kiedy bezrobocie było wyższe i nisko wykwalifikowani pracownicy otrzymywali pensje zbliżone do minimum. Wtedy podwyżka spowodowałby wzrost szarej strefy i spadek zatrudnienia. Firmy, chcąc uniknąć dodatkowych kosztów, zatrudniałyby nielegalnie albo zwalniały pracowników.

Bez skoków w przyszłości

Eksperci przestrzegają jednak przed gwałtownymi wzrostami płacy minimalnej w przyszłości. Jan Rutkowski podkreśla, że groźne dla gospodarki byłoby, gdyby wynosiła ponad 40 proc. średniej. Badania międzynarodowe wskazują bowiem, że jeśli płaca minimalna rośnie powyżej 40 proc. średniej, przyczynia się do wzrostu bezrobocia i uruchamia impuls inflacyjny. Natomiast Mateusz Walewski tłumaczy, że efektem podniesienia tej płacy o kolejne 200 zł byłaby konieczność podwyższenia wynagrodzeń dużej liczbie osób. Przez to wzrosłyby koszty firm i obniżyła się ich konkurencyjność. Mogłoby to także powodować wzrost szarej strefy. Przeciwnikiem skokowego podwyższania tej płacy jest też Rafał Baniak, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.

- Nie ma uzasadnienia, aby średnie wynagrodzenie rosło w tempie 8 proc., a minimalna płaca ponad 20 proc. - argumentuje.

Jednak zdaniem Janusza Śniadka, przewodniczącego NSZZ Solidarność, płaca minimalna powinna rosnąć szybciej, aby możliwie w najkrótszym czasie osiągnąć poziom przynajmniej 50 proc. średniej. Dodaje, że jej podniesienie spowoduje ogólny wzrost płac w gospodarce, które jego zdaniem są zdecydowanie za niskie.

Presja na wzrost wynagrodzeń

Takiej presji płacowej, związanej ze wzrostem minimum, obawiają się jednak przedsiębiorcy i eksperci. Zwracają uwagę, że nawet pracownicy zarabiający wiecej niż płaca minimalna interesują się jej wysokością, bo oceniają relację między ich wynagrodzeniem a poziomem minimalnej płacy.

- Ktoś, kto zarabiał niewiele ponad minimum, będzie teraz zarabiał jego równowartość, a tym samym będzie domagać się podniesienia zarobków - wyjaśnia Jan Rutkowski.

Prof. Zofia Jacukowicz podkreśla, że płaca minimalna jest swoistym barometrem wynagrodzeń w gospodarce. Tłumaczy, że osoby zarabiające niewiele więcej, dostrzegając, że ich współpracownicy otrzymali wysoką podwyżkę, mogą także domagać się wzrostu pensji. Dlatego zaleca ostrożne podnoszenie minimum w przyszłości.

Mniej socjalu, więcej pracy

Pozytywnym aspektem podwyżki może być zachęta do podejmowania zatrudnienia.

- Tak duża podwyżka płacy netto mało zarabiających osób może powodować, że wiele osób żyjących ze świadczeń społecznych zrezygnuje z nich i podejmie pracę - mówi dyrektor powiatowego urzędu pracy w Poznaniu, Zygmunt Jeżewski.

Jego zdaniem obecnie mała różnica między np. zasiłkiem dla bezrobotnych (538 zł) a płaca minimalną netto (ok. 700 zł.) powoduje, że często bezrobotni wolą otrzymywać świadczenie i ewentualnie dorobić w szarej strefie niż podjąć pracę. Z punktu widzenia osoby pobierającej zasiłek lub świadczenia stałe z pomocy społecznej wzrost płacy minimalnej sięgający 150 zł netto może być więc mobilizujący. Podobnie uważa Rafał Baniak. Według niego jednak wzrost płacy netto powinien się odbywać raczej przez redukcję danin nakładanych na pracę.

Trudniej z niskimi kwalifikacjami

Eksperci zwracają też uwagę na zagrożenia związane z tym, że w niektórych rejonach, gdzie poziom bezrobocia jest bardzo wysoki, a bezrobotni nie mają kwalifikacji, wyższa płaca minimalna może się okazać problemem przy ich zatrudnianiu.

- W takich rejonach wiele pracowników odznacza się tak niską wydajnością, że firmom może się nie opłacać zatrudniać ich za wyższą pensję - mówi Jan Rutkowski.

Maciej Krzak ekspert PKPP Lewiatan przestrzega przed konsekwencjami decyzji rządu dla zatrudnienia na obszarach wiejskich, gdzie dominują małe firmy - sklepiki, rodzinne zakłady produkcyjne. Stanowią one prawie 25 proc. wszystkich przedsiębiorstw i zatrudniają rzeczywiście osoby niewykwalifikowane.

- Dla takich pracodawców gwałtowne podniesienie płacowego minimum może być trudne do udźwignięcia - mówi.

Koszty dla budżetu

Resort pracy szacuje, że zwiększenie płacy minimalnej o 190 zł to roczny koszt dla budżetu w wysokości 163,1 mln zł. Ze wzrostem tej płacy rosną też finansowane z budżetu różne wynagrodzenia i świadczenia. Na przykład dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych czy składka na ubezpieczenie żołnierzy niezawodowych.

Bartosz Marczuk, Justyna Wojteczek

gp@infor.pl