Rząd zgodził się na zaproponowane przez partnerów społecznych uelastycznienie przepisów o czasie pracy. Firmy, w tym również te, w których nie działają związki, będą mogły wydłużać okresy rozliczeniowe czasu pracy do 12 miesięcy. Dzięki temu później zapłacą za nadgodziny i łatwiej dostosują pracę zakładu do sytuacji ekonomicznej. Pracodawcy łatwiej będą też mogli wprowadzać nawet kilkugodzinne przerwy w ośmiogodzinnym dniu pracy.

Na jutrzejszym posiedzeniu Prezydium Komisji Trójstronnej swoją opinię w sprawie stanowiska rządu wobec pakietu antykryzysowego przedstawią związki zawodowe i organizacje pracodawców. Rząd chce, aby projekty nowelizacji ustaw realizujące założenia pakietu trafiły do Sejmu jeszcze w tym miesiącu.

Konieczne krótkie harmonogramy

Obecnie w zdecydowanej większości firm okresy rozliczeniowe czasu pracy mogą trwać maksymalnie cztery miesiące. Ich wydłużenie do 12 miesięcy ułatwi zmniejszanie lub zwiększanie wymiaru czasu pracy w zależności od zapotrzebowania na produkowane towary lub usługi.

- Pod warunkiem, że dopuszczalne będzie krótkoterminowe planowanie harmonogramów czasu pracy - mówi Arkadiusz Sobczyk, radca prawny i właściciel Kancelarii Arkadiusz Sobczyk i Współpracownicy.

Jeśli pracodawca musiałby zaplanować harmonogram na cały rok, to w praktyce utraciłby możliwość dostosowywania czasu pracy w danej części roku do aktualnej produkcji.

- Słabością tego pomysłu jest założenie, że kryzys będzie krótkotrwały - uważa Sławomir Paruch, wspólnik w Kancelarii Sołtysiński, Kawecki & Szlęzak.

Jeśli pracodawca ze względu na złą sytuację ekonomiczną np. obniży wymiar czasu pracy w pierwszej połowie okresu rozliczeniowego, będzie musiał proporcjonalnie zwiększyć czas pracy w drugiej, nawet jeśli kryzys będzie trwał nadal.

Dzięki wydłużeniu okresów rozliczeniowych pracodawcy będą mieli większą swobodę w udzielaniu pracownikom równoważnego dnia wolnego z tytułu nadgodzin. Później wypłacą pracownikowi dodatek z tytułu przekroczenia średniotygodniowej normy czasu pracy.