SN odpowiadał na pytanie prawne dotyczące sprawy sędziego Tomasza C., który żądał od sądu, w którym orzekał, prawie 20 tys. zł wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych.

Sąd nie kwestionował, że sędzia pracował po godzinach, ale uznał, że do wynagrodzenia za to nie ma prawa, gdyż obowiązuje go tzw. zadaniowy czas pracy.

Wcześniej rozpoznający sprawę sąd rejonowy orzekł, że tylko osoby kierujące zakładem pracy lub jego wyodrębnionymi komórkami organizacyjnymi nie mogą domagać się wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych. Natomiast zadaniowy czas pracy sędziego "nie może rozmijać się z normami czasu pracy wynikającymi z kodeksu pracy".

Spór trafił do sądu okręgowego, który zwrócił się do SN o rozstrzygnięcie, czy wykonywanie pracy przez sędziego w nadgodzinach daje mu podstawę do żądania przez niego wynagrodzenia za godziny nadliczbowe zgodnie z kodeksem pracy.

SN wyjaśnił, że "zasady dotyczące czasu pracy i wynagradzania pracowników służby państwowej, do których zaliczani są m.in. sędziowie, są specyficzne".

"Uczestniczą oni bezpośrednio lub w pośrednio w sprawowaniu władzy publicznej i w związku z tym mają obowiązek pracować poza standardowymi godzinami pracy, także w niedziele i święta. Nie mają prawa domagać się za to dodatkowego wynagrodzenia" - argumentowała sędzia Małgorzata Gersdorf.

Dodała, że takich pracowników nie obowiązują zasady przewidziane w kodeksie pracy, uprawniające do żądania wynagrodzenia za godziny nadliczbowe.

"Dotyczy to również prokuratorów czy służb mundurowych" - stwierdziła sędzia Gersdorf.