• 11 mln osób otrzyma w tym roku pierwszy raz pełną informację o składkach na emeryturę w ZUS
  • Nawet kilka milionów ubezpieczonych może nie mieć zaksięgowanych składek, które opłaciły za nich firmy
  • Brak pieniędzy na koncie w ZUS będzie oznaczać niższą emeryturę w przyszłości

W tym roku po raz pierwszy z jednego dokumentu ubezpieczeni dowiedzą się, ile pieniędzy od 1999 roku zgromadzili na emeryturę w ZUS. Do tej pory ZUS nie wszystkich poinformował o składkach przesyłanych na początku reformy. A w latach 1999 - 2001 powstało najwięcej błędów. Wiele osób może się więc dowiedzieć, że mimo opłacania składek, nie mają ich zaksięgowanych na koncie emerytalnym.

- Od lipca 2005 r. ZUS wyjaśnia błędy w dokumentach ubezpieczeniowych za 1999 rok, najtrudniejszy pod względem ich liczby i jakości dokumentów - mówi Piotr Starzyk, wiceprezes ZUS.

Tłumaczy, że do końca czerwca tego roku zweryfikowano już około 73 proc. nieprawidłowości za 1999 rok.

ZUS nie wyjaśni jednak zapewne samodzielnie wszystkich błędów i ubezpieczeni sami powinni podjąć działania, aby mieć zaksięgowane wszystkie pieniądze na emeryturę.

Własna reklamacja

Złożenie reklamacji do ZUS leży w interesie przyszłych świadczeniobiorców. Zwłaszcza w nowym systemie emerytalnym.

- Wysokość nowej emerytury będzie ściśle zależeć od zgromadzonego kapitału - tłumaczy Agnieszka Chłoń Domińczak, była wiceminister polityki społecznej.

Osoby, które odkryją braki na koncie w ZUS, powinny podjąć kroki jak najszybciej, bo czas działa na ich niekorzyść. Im zrobią to później, tym trudniej będzie zdobyć kopie deklaracji rozliczeniowych i imiennych raportów miesięcznych, czyli dokumentów potwierdzających opłacenie składek przez płatnika. Ci muszą je przechowywać przez dziesięć lat, więc termin ich gromadzenia upływa w następnym roku (za 1999 rok). Ponadto w miarę upływu czasu coraz trudniej będzie też dotrzeć do własnych dokumentów potwierdzających przelewy do ZUS.

Mniej trudności z tą samą firmą

Najmniej kłopotów będą mieli ci, którzy nie mają wprawdzie zaksięgowanych składek, ale ciągle pracują u tego samego pracodawcy.

- Wystarczy, że zwrócą się do niego na piśmie o wyjaśnienie nieprawidłowości, a ten albo poprawi błąd, albo uzupełni dokument ubezpieczeniowy - mówi Anna Misiak, doradca ds. PIT i ZUS w MDDP.

Wyjaśnia, że jeśli okaże się, że błędu nie popełniła firma, wówczas sam ubezpieczony musi zwrócić się do ZUS z reklamacją. Powinien dołączyć do niej odpowiedź płatnika i swoje dokumenty potwierdzające podstawę wymiaru składek i ich wysokość.

Więcej problemów czeka pracowników, którzy zmienili firmę. Jeśli jeszcze istnieje, trzeba do niej zwrócić się z pisemnym wnioskiem o wyjaśnienie nieprawidłowości. Gdy okaże się, że to wina firmy, powinna skorygować błędny lub uzupełnić brakujący dokument ubezpieczeniowy. Gorzej, gdy pracodawca już nie istnieje. Wówczas ubezpieczony musi szukać dokumentacji ubezpieczeniowej w odpowiednim archiwum. Może się jednak okazać, że jej nie znajdzie.

Domowe archiwum w cenie

W takiej sytuacji na ratunek mogą przyjść raporty potwierdzające opłacenie składek, które co miesiąc pracownicy powinni otrzymywać od pracodawcy, np. ZUS RMUA lub pasek wynagrodzenia. Ten, kto ich nie gromadził i nie ma zaksięgowanych składek, a jego pracodawca już nie istnieje, może mieć spore kłopoty z odtworzeniem brakujących środków na koncie w ZUS. A to dlatego, że wysokość podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne nie może być udowadniana zeznaniami świadków.

Co ważne jednak, jak wyjaśnia ZUS, przepisy nie określają terminu na złożenie reklamacji i nie przewidują przedawnienia w tym zakresie.

W testach matki na urlopach

Na pewno pełnej informacji o stanie konta nie dostanie około 800 tys. osób, które od stycznia 1999 r. do czerwca 2001 r. korzystały z urlopów macierzyńskich lub wychowawczych. Przez dwa i pół roku od wprowadzenia reformy to one musiały pilnować swoich spraw i zgłaszać się do ubezpieczeń w odpowiednim oddziale ZUS. A ten miał wystawiać raporty i rozliczać za nich składki. Tak jednak nie było. Po pierwsze, nie wszyscy ubezpieczeni wiedzieli o takim obowiązku. A po drugie, ZUS nie miał odpowiedniego programu, więc i tak nie zapisał składek nawet tych, którzy sami zgłosili się do oddziału. I do tej pory tego nie uczynił. Specjalny program informatyczny dopiero w sierpniu będzie testowany w pięciu wytypowanych oddziałach ZUS. Jeśli pilotaż wypadnie dobrze, od września ZUS rozpocznie sukcesywnie wyjaśnianie zaległości.

Stroną nie jest ubezpieczony

Brak składek to nie jedyny problem, który dotyka ubezpieczonych. Jest też nim ich nadpłata. Jeszcze teraz ubezpieczeni i płatnicy, którzy w 1999 roku opłacili składki emerytalno-rentowe, po przekroczeniu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia otrzymują informację z ZUS o błędach. ZUS nie pilnował wtedy na bieżąco, by składki nie były odprowadzone po przekroczeniu limitu, a niepotrzebnie opłaconych nie zwracał.

Na ich zwrot mogą teraz liczyć ci, których pracodawca jeszcze istnieje. Płatnik nie otrzyma jednak nadpłaty w gotówce, bo od jej powstania upłynęło ponad pięć lat. Zaliczy ją sobie w poczet bieżących lub przyszłych składek. A następnie sam powinien rozliczyć się z ubezpieczonym i oddać mu pieniądze. Kłopot z odzyskaniem nadpłaconych składek mają ci, którzy zmienili pracodawcę, albo ich była firma nie istnieje i nie ma jej następcy prawnego.

- Aby odzyskać pieniądze, ubezpieczony musi sam wystąpić do ZUS - mówi Anna Misiak.

Tłumaczy, że nie wiadomo jednak, jak to zrobić, bo nie ma w tej sprawie określonych procedur. Stroną w postępowaniu z ZUS nie jest ubezpieczony, ale płatnik składek. ZUS odmawiał więc zwrotu składek. Ubezpieczeni szli więc do sądu, a ten orzekał na ich korzyść. Sąd apelacyjny (sygn. III AUa 702/03) nakazał zwrócić ubezpieczonemu nadpłatę wraz z odsetkami. Nie zgodził się z ZUS, że skoro nie ma następcy prawnego po zlikwidowanej firmie, to ubezpieczony nie może odzyskać finansowanych przez siebie składek. W innej sprawie sąd zwrócił uwagę (sygn. III AUa 395/02), że skoro ZUS potrafił wyliczyć nienależnie opłaconą część składki przez ubezpieczonego, to może ją bezpośrednio jemu zwrócić.

Współpraca BARTOSZ MARCZUK

AGNIESZKA ROSA

agnieszka.rosa@infor.pl