Rząd przygotował projekt ustawy przewidujący, że od 2009 roku zmieni się sposób obliczania rent z tytułu niezdolności do pracy. W ciągu dwóch tygodni ma on trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Projekt przewiduje, że od 1 stycznia 2009 r. wysokość rent będzie zależeć od wysokości kapitału zgromadzonego na koncie emerytalnym, a nie jak obecnie m.in. od liczby lat składkowych i nieskładkowych czy wysokości kwoty bazowej. Proponowana zmiana to wynik wejścia w 1999 roku w życie reformy emerytalnej. Wprowadziła ona zasadę, że nowa emerytura będzie zależeć od kwoty składek zgromadzonych na koncie emerytalnym. Aby wyliczyć emeryturę, kapitał ten będzie dzielony przez średnie dalsze trwanie życia świadczeniobiorcy. Twórcy systemu nie zmienili jednak zasad obliczania rent z tytułu niezdolności do pracy. W rezultacie renty przyznawane po 2009 roku byłyby wyższe niż emerytury.

- Takie rozwiązanie byłoby niesprawiedliwe i mogło zachęcać do przechodzenia na renty - podkreśla Romuald Poliński wiceminister pracy i polityki społecznej.

Podobnie uważa Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ. Jej zdaniem przepisy określające sposób obliczania rent powinny być dostosowane do nowego systemu emerytalnego. System ten wtedy będzie sprawiedliwy, gdy poziom tych świadczeń będzie skorelowany. Zastrzeżenia związków budzi jednak wysokość nowych rent. Obawiają się, że będą one zdecydowanie niższe niż przyznawane obecnie.

Rząd w projekcie zaproponował, aby podstawę obliczenia nowej renty stanowiła suma zwaloryzowanych składek na ubezpieczenie emerytalne i kapitału początkowego zapisanych na koncie ubezpieczonego w ZUS. W przypadku osób, które są członkami OFE, kwota składek na to ubezpieczenie będzie zwiększana specjalnym współczynnikiem korygującym. Chodzi o uzupełnienie kapitału emerytalnego zgromadzonego w ZUS (od niego będzie zależeć wysokość renty), o składki przekazane wcześniej do OFE. W pierwotnej wersji ustawy wprowadzono też rozwiązanie, że osoba, która nie osiągnęła 60 lat życia i nie ma pełnych 25 lat okresów składkowych i nieskładkowych, będzie miała uzupełniony staż do tego okresu (25 lat). Po konsultacjach międzyresortowych okres ten został wydłużony do 30 lat.

- Jego wydłużenie gwarantuje wyższe świadczenia, bo na koncie przyszłego rencisty dopisuje się wyższy kapitał - przekonuje wiceminister Poliński.

Zmianę tę pozytywnie ocenia Wiesława Taranowska.

- Dobrze, że rząd wziął pod uwagę zastrzeżenia dotyczące wysokości przyszłych świadczeń, choć musimy jeszcze przeanalizować, czy są one wystarczające - mówi.

Jak wynika z symulacji załączonych do projektu ustawy, nowe renty rzeczywiście będą niższe niż przyznawane obecnie. Różnice te, zwłaszcza w początkowym okresie wypłat, nie będą jednak wielkie. Ale będą rosnąć w miarę funkcjonowania systemu. Na przykład osoba zarabiająca średnią płacę, w wieku 44 lat, ze stażem pracy wynoszącym 25 lat, przechodząca na rentę w 2009 roku w starym systemie otrzymałaby 45,5 średniej płacy, a w nowym otrzyma 44 proc. (kobieta 44,3 proc., a mężczyzna 43,9 proc.). Jeśli przechodziłaby na rentę w 2025 roku, różnica między starym a nowym świadczeniem byłaby znacznie wyższa. Pierwsze wyniosłoby 45,6 proc. średniej płacy, drugie tylko 29,7 proc.

BARTOSZ MARCZUK

bartosz.marczuk@infor.pl