Projekt ustawy o zakładach opieki zdrowotnej zakłada, że wszystkie placówki medyczne będą musiały przekształcać się w spółki prawa handlowego. Dotyczy to także stacji krwiodawstwa i krwiolecznictwa.

- Nałożenie obowiązku zmiany formy prawnej na wszystkie placówki spowoduje ujednolicenie formy zarządzania nimi. Obecnie odpowiedzialne za to jest aż osiem różnych organów - mówi Beata Libera-Małecka, wiceprzewodnicząca Komisji Zdrowia.

Stacje krwiodawstwa mają stać się spółkami, ale zostaną pod kontrolą Ministerstwa Zdrowia.

- Podstawowym problemem stacji nie jest ich forma własności, ale bardzo niskie ceny za krew i jej pochodne. To jest główne źródło ich niedoborów finansowych - uważa Piotr Radziwon, dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku.

W kraju funkcjonuje 21 centrów. Działają w formie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Ich organem założycielskim jest Ministerstwo Zdrowia. Podstawowym źródłem ich finansowania są opłaty szpitali za zakup krwi i składników krwiopochodnych. Aby ich cena nie była za wysoka, jest ustalana przez resort zdrowia. Różnica między ceną a ponoszonymi kosztami jej produkcji przez stacje krwiodawstwa jest pokrywana z budżetu w formie dotacji celowej. W tym roku resort zdrowia przeznaczy na to prawie 100 mln zł.

Dyrektorzy stacji krwiodawstwa obawiają się, że stacje jako spółki prawa handlowego będą musiały przynosić zysk. To kłóci się z filozofią funkcjonowania honorowego krwiodawstwa.

- Opiera się ono na bezinteresownym oddawaniu krwi. Jeżeli spółka miałaby sprzedawać krew po cenach rynkowych, musiałaby też płacić za jej pozyskiwanie - mówi Józef Waniak, dyrektor RCKiK w Radomiu.

Autorzy projektu podkreślają jednak, że spółki wcale nie będą musiały przynosić zysku.

- Stacje spełniają specyficzne funkcje i będą mogły działać jako spółki non profit - przekonuje Beata Małecka-Libera.