Planowana regulacja dotycząca wynagrodzeń lekarzy rezydentów, która wkrótce wejdzie w życie, ma na celu podwyższenie płac lekarzy rezydentów. Ale nie tylko. Nowe przepisy mają zróżnicować stawki wynagrodzeń dla przyszłych specjalistów z tzw. priorytetowych dziedzin medycyny. Za takie zostały uznane te obszary medycyny, w których występuje największy deficyt lekarzy specjalistów, np. chirurgia, anestezjologia czy pediatria.

Z punktu widzenia samych zainteresowanych, jak i systemu ochrony zdrowia trudno te zmiany ocenić inaczej niż pozytywnie. W wielu specjalnościach brakuje lekarzy i jest to jedna z przyczyn ciągłych kłopotów, szczególnie publicznej ochrony zdrowia. Pozornie więc wprowadzenie nowych przepisów nie powinno budzić żadnych poważniejszych zastrzeżeń którejkolwiek z zainteresowanych stron.

Poza tym, jak podkreśla w uzasadnieniu projektodawca, czyli Ministerstwo Zdrowia, wprowadzana ustawa nie spowoduje skutków dla budżetu państwa oraz samorządu terytorialnego. Zróżnicowanie wynagrodzeń będzie bowiem dokonywane w ramach środków zarezerwowanych w planie finansowym Funduszu Pracy na 2009 rok. Wynagrodzenie lekarza rezydenta będzie wynosiło 110 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat z zysku za 2007 rok. Natomiast dla lekarza podejmującego specjalizację w dziedzinie uznanej za priorytetową (deficytową) mnożnik ma wynosić 125 proc. Oznacza to podwyżki w specjalnościach deficytowych w wysokości kilkuset złotych, a nawet wyższe.

Trzeba jednak zadać pytanie, czy planowana zmiana będzie miała jakieś konsekwencje finansowe dla publicznych placówek ochrony zdrowia. Projektodawca ustawy nie wspomina o nich w uzasadnieniu. Przyjął prawdopodobnie tezę, że skoro SP ZOZ nie poniosą wydatków na wynagrodzenia rezydentów, to potencjalnie powinny mieć więcej chętnych do pracy w najbardziej poszukiwanych specjalnościach, czyli wręcz komfortową sytuację.   

Tymczasem wcale tak, niestety, być nie musi. Planowana tak znaczna podwyżka wynagrodzeń dla początkujących lekarzy może spowodować presję ze strony doświadczonych lekarzy specjalistów na podniesienie im zarobków. Będą oni dążyć, co dość zrozumiałe, do zróżnicowania wynagrodzeń w swojej placówce. Nie można jednak wykluczyć, że sytuacja ta może się przyczynić do kolejnych roszczeń lekarzy w sprawie podwyżek płac.

Trudno nie zgodzić się z tym, że regulacja proponowana przez Ministerstwo Zdrowia jest potrzebna. Problem ten, tak jak przy wielu innych propozycjach resortu polega jednak na tym, że zmiany nie są wprowadzane równocześnie z innymi reformami, które powinny dotyczyć funkcjonowania SP ZOZ i całego systemu ochrony zdrowia. Konsekwencją ich wprowadzenia mogą być skutki często niekorzystne dla placówek medycznych, których projektodawca nie chciał i nie przewidywał. To jest prawdopodobnie jedna z takich sytuacji.