Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że w Polsce jest około 700 tys. osób zakażonych tylko wirusem HCV (żółtaczka). Ocenia się, że większość zakażeń, do których dochodzi, ma związek z wykonywaniem zabiegów medycznych oraz kosmetycznych.

Jest to 80 proc. wszystkich zarejestrowanych przypadków zakażeń. Z danych sanepidów wynika, że nawet 97 proc. Polaków, który są nosicielami żółtaczki, nie jest tego świadome.

Aby zmniejszyć liczbę osób narażonych na zakażenie w czasie wykonywania zabiegów, wszelkiego rodzaju salony piękności muszą od stycznia tego roku stosować procedury zapewniające klientom ochronę przed chorobami zakaźnymi.

Zgodnie z art. 16 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz.U. nr 234, poz. 1570) osoby inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych (czyli nie lekarze czy pielęgniarki), które wykonują zabiegi, w czasie których dochodzi do uszkodzenia ciągłości tkanek ludzkich (czyli np. nacinanie, przekłuwanie, wkłuwanie itp.), są zobowiązane do wdrożenia i stosowania specjalnych procedur.

Powinny one regulować:

● sposób postępowania przy wykonywaniu określonych zabiegów,

● zasady stosowania sprzętu poddawanego sterylizacji,

● sposoby przeprowadzania dezynfekcji skóry i błon śluzowych oraz

● proces niszczenia i usuwania drobnoustrojów z pomieszczeń i urządzeń.

- Powiatowi inspektorzy sanitarni mają prawo sprawdzić, czy dany gabinet kosmetyczny, fryzjerski czy tatuażu ma przygotowane, spisane i wdrożone takie standardy postępowania - mówi Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS).

Właściciele takich gabinetów mają prawo zwrócić się z wnioskiem do powiatowego sanepidu o ocenę procedur, które są stosowane w ich placówkach.

- Jeżeli zostaną one zaakceptowane przez inspektora, to właściciel takiego gabinetu zyskuje pewność, że nie zostaną one zakwestionowane w czasie kontroli - dodaje Jan Bondar.

Za brak właściwych procedur chroniących przed zakażeniami chorobami zakaźnymi grozi kara grzywny nawet do 1 tys. zł.