Obecnie gdy istnieje dokumentacją zaświadczająca sam fakt pracy, a nie można poświadczyć wysokości swoich zarobków przy obliczaniu emerytury lub renty ZUS przyjmuje za lata, za które brak takiej dokumentacji zarobki w zerowej wysokości.

Sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny skierowała projekt w środę do dalszych prac w podkomisji.

Jak podkreśliła w imieniu wnioskodawców Anna Bańkowska (Lewica) obecnie wielu pracowników, choć posiada dokumenty poświadczające fakt zatrudnienia nie ma dostępu do zaświadczeń ile wynosiła ich płaca w danym okresie.

"Powoduje to zmniejszanie wysokości świadczenia w stosunku do zarobków, które stanowiły podstawę do opłacania składek" - powiedziała Bańkowska. Dodała, że przyczyną takiego stanu rzeczy są "niedostosowane do życia przepisy dotyczące archiwizacji dokumentów".

Według Bańkowskiej problem dotyczy ok. 600 tys. osób.

Projekt znalazł poparcie Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Stanowiska wobec projektu nie wyraził jeszcze rząd. Wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak potwierdziła jednak, że problem wymaga pilnego rozstrzygnięcia. Wiceminister wskazała, że roczny koszt wprowadzenia ustawy wynosiłby dla ZUS-u ok. 487 mln zł.

Projekt entuzjastycznie przyjął Polski Związek Emerytów Rencistów i Inwalidów. Obecna na posiedzeniu przewodnicząca Związku Elżbieta Arciszewska podkreśliła, że jest to "dziejowe uregulowanie niesprawiedliwości", która dotknęła osoby, nie mogące udokumentować swoich zarobków.

Projekt znalazł też poparcie Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

"Przed wprowadzeniem reformy emerytalnej zasady przechowywania dokumentacji osobowej i płacowej pracowników nie były regulowane przepisami emerytalno-rentowymi. Być może twórcy reformy nie zdawali sobie sprawy ze skali mogących wystąpić problemów z dokumentowaniem zarobków. Zdaniem wnioskodawców, nadszedł najwyższy czas, aby zlikwidować tę niesprawiedliwość" - głosi uzasadnienie projektu.