Od stycznia na konto Funduszu Rezerwy Demograficznej ma wpływać 40 proc. przychodów z prywatyzacji - dowiedziała się GP. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowało i skonsultowało z resortami skarbu oraz finansów projekt ustawy określający zasady działania FRD. Trafi on do Sejmu po wakacjach.

Eksperci podkreślają jednak, że bezpieczeństwo wypłat przyszłych emerytur zwiększałaby dodatkowo wyższa składka, wynosząca 1 proc. Na takie rozwiązanie nie chce się jednak zgodzić Ministerstwo Finansów. To budżet dotuje deficytowy FUS, z którego są wypłacane emerytury.

Bezpieczna emerytura

Wraz z wejściem w 1999 roku w życie reformy emerytalnej powstał Fundusz Rezerwy Demograficznej. Miały do niego trafiać nadwyżki funduszu emerytalnego, część składki emerytalnej i środki pochodzące z prywatyzacji. Jego wartość miały też zwiększać wpływy z inwestycji zgromadzonych w nim środków. Pieniądze te mogą być wykorzystane wyłącznie na uzupełnienie, wynikającego z przyczyn demograficznych, niedoboru na wypłaty emerytur. Zgodnie z ustawą z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2007 r. nr 11, poz. 74 z późn. zm.) środki w FRD miały być gromadzone minimum przez dziesięć lat. Ich uruchomienie może więc nastąpić najwcześniej w 2009 roku.

Początkowo zakładano, że do FRD ma wpływać 1 proc. podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne. Ze względu na trudną sytuację budżetu zmieniono wysokość części składki przekazywanej na Fundusz. Najpierw zawieszono jej pobór, a w latach 2002-2003 zmniejszono jej wysokość dziesięciokrotnie - do 0,1 proc. Poczynając od 2003 roku, wysokość odpisu jest podwyższana o 0,05 proc. w każdym roku. W ubiegłym roku do FRD było przekazywane 0,3 proc. składek emerytalnych, a w tym - 0,35 proc.

Do FRD nie wpływały też pieniądze z prywatyzacji. W efekcie na koniec czerwca w funduszu, z planowanej kwoty około 30 mld zł, było 3,95 mld zł.

To dlatego Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, oprócz wprowadzenia obowiązku przekazywania do FRD pieniędzy z prywatyzacji, zakłada utrzymanie wysokości składki na obecnym poziomie. Eksperci wskazują jednak na konieczność jej podwyższenia do 1 proc.

- Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że Fundusz zwiększa bezpieczeństwo wypłat przyszłych emerytur - mówi Małgorzata Krzysztoszek, dyrektor departamentu ekspertyz ekonomicznych z PKPP Lewiatan.

Na takie rozwiązanie nie zgadza się Ministerstwo Finansów. Gdyby została podniesiona składka, ZUS miałby mniej środków na wypłatę emerytur. A to budżet uzupełnia brakujące środki.

Przychody z prywatyzacji

- Od przyszłego roku 40 proc. przychodów z prywatyzacji obowiązkowo będzie trafiać do FRD. Skoro zakładamy, że przychody z prywatyzacji w latach 2008-2011 wyniosą od 20 do 30 mld zł brutto, na jego konto trafi od 8 do 12 mld zł - mówi Michał Chyczewski, wiceminister skarbu państwa.

Tłumaczy, że do FRD będzie trafiała gotówka, a Fundusz będzie ją mógł inwestować w obligacje Skarbu Państwa. Jak wskazuje minister, ten instrument finansowy gwarantuje nie tylko bezpieczeństwo, ale też to, że środki będą służyły finansowaniu potrzeb pożyczkowych budżetu.

Według Bogny Nowak-Turowieckiej z Konfederacji Pracodawców Polskich przekazywanie środków uzyskanych z prywatyzacji wyłącznie na zakup obligacji jest złym rozwiązaniem. Podobnie uważa Wojciech Nagel, członek Rady Nadzorczej ZUS. Zwraca uwagę, że wielu krajach funkcjonują podobne fundusze mające gwarantować wypłatę świadczeń.

- W Irlandii wprowadzono zakaz inwestowania środków mających gwarantować płynność wypłat emerytur w dług publiczny. Na końcu bowiem to państwo będzie musiało wykupić za gotówkę obligacje i wówczas może się pojawić problem, skąd wziąć pieniądze na ten cel - zauważa Wojciech Nagel.

Zdaniem ekspertów ubezpieczeniowych pieniądze FRD powinny być inwestowane w różne instrumenty finansowe nie tylko w Polsce, ale także w krajach UE.

Gwarancja bezpieczeństwa

- Nie planujemy, aby już w 2009 roku wykorzystywać środki FRD, choć taką możliwość zakładają obecne przepisy. Warto jednak pamiętać, że pieniądze z Funduszu mogą być wykorzystane dopiero po zbadaniu, czy sytuacja demograficzna uprawnia nas do ich wykorzystania - mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Rozwiązanie takie chwalą nie tylko pracodawcy, ale także związki zawodowe.

- Im więcej pieniędzy zostanie zgromadzonych na koncie, tym większa jest szansa, że w przypadku deficytu w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie można terminowo wypłacać świadczenia - mówi Marcin Zieleniecki z Biura Eksperckiego Komisji Krajowej NSZZ Solidarność.

Zwraca uwagę, że w ubiegłym roku dotacja do FUS wyniosła 23,9 mld zł, a w tym ma wynieść prawie 35 mld zł. Z najnowszej prognozy FUS na lata 2009-2013 wynika jednak, że sytuacja będzie się pogarszać. Największy deficyt będzie miał właśnie fundusz wypłacający emerytury, dla którego ratunkiem ma być FRD. W latach 2009-2013 zabraknie mu na wypłaty minimum 157,6 mld zł, a maksymalnie 226,36 mld zł.

- Dlatego dobrze się stało, że rząd planuje przeznaczenie wpływów z prywatyzacji na zabezpieczenie wypłat emerytur - dodaje Marcin Zieleniecki.