Zgodnie z projektem nowelizacji kodeksu pracy dyżur świadczony w pracy będzie zawsze wliczany do czasu pracy. Czy to dobre rozwiązanie?

- Jeżeli dyżur jest świadczony w pracy lub miejscu wyznaczonym przez pracodawcę, to odpowiada on definicji czasu pracy. Pracownik pozostaje bowiem do dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub innym wyznaczonym miejscu. Poza tym pracownik nie może sam dysponować swoim czasem, musi pozostawać w gotowości do pracy, w pełnej zdolności psychofizycznej do jej świadczenia. A to odpowiada definicji pracy. Trzeba też pamiętać, że o zasadności takiego rozwiązania orzekł Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Jakie mogą być skutki tej nowelizacji dla pracodawców?

- Poważne. Wielu pracodawców dzisiaj korzysta z dyżuru jako metody obejścia przepisów o czasie pracy. Będzie to poważny problem przede wszystkim dla służby zdrowia. Szpitale będą musiały płacić wynagrodzenia za dyżury. A w Polsce lekarzy ubywa. Niemiecki rynek pracy otworzył się na pracowników medycznych z zagranicy, w tym z Polski, właśnie po orzeczeniu ETS. Łatali w ten sposób braki w swoich kadrach. A my skąd sprowadzimy specjalistów?

Może ze Wschodu?

- Nie sądzę. Pracownicy zza naszych wschodnich granic mogą szybko przenosić się z Polski do państw zachodnioeuropejskich. Bo np. dla lekarza z Ukrainy praca w Polsce za dwa tysiące zł nie będzie atrakcyjna, skoro w Szwecji jako pielęgniarz zarobi więcej.

A czy do czasu pracy powinien być wliczany dyżur świadczony w domu pod telefonem. Rząd nie chce wprowadzić takiego rozwiązania do kodeksu pracy.

- To jest kategoria pośrednia między czasem pracy a czasem wolnym od pracy. W trakcie takiego dyżuru pracownik ma dość dużą swobodę w dysponowaniu czasem. Dziś są komórki i nie jest on już uwiązany pod telefonem stacjonarnym. Może być w dowolnym miejscu, ważne, by w odpowiednim czasie mógł dojechać do pracy. Nie zaliczałbym tego dyżuru do czasu pracy. Wydaje mi się, że wystarczające jest istniejące już rozwiązanie, że czas dyżuru nie może pomniejszać 11-godzinnego dobowego odpoczynku.

Rząd proponuje natomiast, aby tylko w układach zbiorowych można było wydłużać powyżej pół roku okresy rozliczeniowe czasu pracy. Czy taki przepis nie ograniczy zbytnio możliwości wydłużania tych okresów?

- Oczywiście, że ograniczy. Obecnie pracodawców objętych układami zbiorowymi jest coraz mniej. Na tym rozwiązaniu stracą przede wszystkim małe firmy, w których nie ma związków zawodowych. W przypadku bowiem, gdy dwóch pracodawców oferuje takie same warunki pracy, ale jeden ma układ zbiorowy, a drugi nie, bo nie ma związków, to pierwszy będzie mógł wydłużyć okres rozliczeniowy, a drugi nie. Wydaje mi się, że kontrolę racjonalności wydłużania okresu rozliczeniowego można zapewnić np. poprzez Państwową Inspekcję Pracy. Wystarczy zobowiązać pracodawcę do uzyskania zgody inspektora pracy lub chociaż do powiadamiania go o zastosowaniu takiego okresu rozliczeniowego. To lepsze rozwiązanie niż odgórne ograniczenia.

Rozmawiał ŁUKASZ GUZA

KRZYSZTOF RĄCZKA

- pracownik naukowy Katedry Prawa Pracy i Polityki Społecznej WPiA UW, autor lub współautor wielu publikacji z zakresu prawa pracy, m.in. komentarza do kodeksu pracy