Z najnowszych danych GUS wynika, że po raz pierwszy od 1998 roku maleje liczba osób zatrudnionych na umowach na czas określony. A ich liczba rosła bardzo szybko od 1997 roku. Wtedy pracowało tak tylko 6 proc. osób, w 2002 roku już 16,8 proc., a w III kwartale ubiegłego roku aż 28,7 proc. Tendencja ta odwróciła się w IV kwartale ubiegłego roku. Na 12 mln osób zatrudnionych na etatach 3,4 mln pracowało wtedy na podstawie czasowych kontraktów. Stanowiło to 28,3 proc. pracowników. Sytuacja ta jeszcze bardziej poprawiła się w I kwartale tego roku. Jak podał wczoraj GUS, na podstawie umów na czas określony pracuje obecnie 3,16 mln osób na 11,94 mln zatrudnionych. Stanowi to 26,5 proc. pracowników i oznacza spadek o prawie 2 pkt proc. Reszta, tj. 8,8 mln osób, pracuje na podstawie umów na czas nieokreślony. To o 587 tys. więcej niż rok wcześniej i o 889 tys. niż dwa lata wcześniej.

Julian Zawistowski, wiceprezes Instytutu Badań Strukturalnych, wskazuje, że zmiany te świadczą o poprawie sytuacji pracowników na rynku pracy.

- Pracobiorcom łatwiej egzekwować w firmach bezterminowe umowy - mówi.

Dodaje, że firmy przekształcają też umowy, obawiając się odejścia pracowników, oraz że dane te mogą świadczyć o zmniejszających się przepływach na rynku pacy. Mniej osób jest zwalnianych, a dzięki temu że pracują dłużej, ich umowy terminowe są przekształcane w bezterminowe. Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ, mówi, że jest jeszcze za wcześnie, aby ocenić, czy dane GUS oznaczają, że firmy zaczną teraz masowo przekształcać umowy. Wskazuje też, że umów na czas określony jest wciąż za dużo, a w Polsce, oprócz Hiszpanii, najwięcej pracowników w UE pracuje na ich podstawie. Jego zdaniem część pracodawców zrozumiała jednak, że bezterminowy kontrakt jest dla nich często korzystniejszy.