■  Czy zapowiedziane przez rząd i NSZZ Solidarność wprowadzenie oddzielnej kwoty bazowej dla nauczycieli spowoduje wzrost ich wynagrodzeń?

- Pamiętajmy, że najpierw rząd i Solidarność obiecali 9,3-proc. podwyżkę. W projekcie ustawy budżetowej jednak jej nie ma. Moim zdaniem realizacja kolejnej umowy też jest niepewna. Aby wprowadzić oddzielną kwotę bazową dla nauczycieli, trzeba jeszcze do końca stycznia znowelizować Kartę Nauczyciela, a na to musi być zgoda polityczna. Ponadto, ani rząd, ani Solidarność, nie podali jednak, ile ona wyniesie. Trzeba też brać pod uwagę niebezpieczeństwo, że taka zmiana zostanie uznana za niekonstytucyjną.

■  Dlaczego?

- Podczas spotkań, między innymi na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, wskazywano, że oddzielna kwota bazowa dla nauczycieli powoduje nierówne traktowanie pracowników państwowej sfery budżetowej. Nagle wyróżni się liczącą ok. 600 tys. osób grupę, traktowaną inaczej niż funkcjonariusze, celnicy, strażacy i urzędnicy. Ja jestem za takim wyróżnieniem, ale niech ono będzie nie do podważenia.

■  Jak inaczej rząd może wprowadzić podwyżki?

- W moim przekonaniu należy ustalić jasny, klarowny system wynagradzania nauczycieli i obliczania nakładów z budżetu państwa na oświatę. Najlepiej byłoby, aby wynagrodzenie stażystów stanowiło 100 proc. wysokości kwoty bazowej. Inne rozwiązania spowodują, że za każdym razem nauczyciele będą wykorzystywani w kampaniach wyborczych. Taka podwyżka byłaby także rzeczywiście odczuwalna. Nauczyciel stażysta zarabiałby 1880 zł (o 339 zł więcej niż obecnie), biorąc pod uwagę tegoroczną kwotę bazową dla nauczycieli.

■  Nauczycieli jednak interesuje, czy otrzymają podwyżki. Czy rząd spełni obietnice?

- Dopóki minister edukacji nie pokaże projektu tabeli minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego, nie dowiemy się, o ile wzrosną wynagrodzenia nauczycieli. Wszelkie dotychczasowe deklaracje w tym zakresie to elementy kampanii wyborczej. Na dodatek niepoparte faktami. Jeśli rząd chce spełnić złożone obietnice, to kwota bazowa dla nauczycieli powinna wzrosnąć z 1885,59 zł do 1966,59 zł, czyli o 4,3 proc. Za tym powinien pójść też wzrost stawek wynagrodzenia minimalnego. Natomiast subwencja oświatowa powinna zwiększyć się o co najmniej 2 mld zł, a nie jak wyliczył MEN o 1,5 mld zł. Subwencja wzrosła tylko o 851 mln zł. Jednak na co te pieniądze pójdą, zależy od decyzji samorządów. Dlatego w moim przekonaniu rząd na razie tylko mami obietnicami podwyżek, bo konkretów wciąż brak.

Rozmawiała JOLANTA GÓRA