Polscy przedsiębiorcy w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku złożyli w powiatowych urzędach pracy ponad 58 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom, Rosjanom i Białorusinom - mówi Jerzy Dworańczyk z departamentu migracji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Ponad 90 proc. z nich dotyczyło Ukraińców. Dla porównania w całej II połowie ubiegłego roku przedsiębiorcy złożyli tylko 23 tys. takich oświadczeń.

Eksperci podkreślają, że tak znaczący wzrost zainteresowania polskich przedsiębiorców zatrudnianiem cudzoziemców z Ukrainy, Rosji i Białorusi jest skutkiem wejścia w życie nowych przepisów liberalizujących ich zatrudnianie w Polsce. Od 1 lutego mogą pracować w Polsce bez zezwolenia na pracę przez sześć miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy we wszystkich sektorach gospodarki. Wcześniej mogli być zatrudnieni w ten sposób tylko przez trzy miesiące.

Jak informuje resort pracy, najwięcej cudzoziemców zza wschodniej granicy ma oferty pracy w rolnictwie. Dotyczy to 39 tys. osób z ogólnej liczby 58 tys. Od stycznia rośnie liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy w tym sektorze gospodarki. W styczniu pracowników takich dotyczyło 2319 oświadczeń polskich firm, a w kwietniu ponad 11 tys.

Wzrost zainteresowania zatrudnieniem cudzoziemców w rolnictwie wynika z tego, że rolnicy wcześniej składają oświadczenia, aby zapewnić sobie pracowników do prac sezonowych, które rozpoczynają się w czerwcu, a kończą w listopadzie. Liczba złożonych oświadczeń może wypełnić braki kadrowe notowane przy zbiorze owoców czy warzyw.

Janusz Grzyb, dyrektor departamentu migracji w MPiPS, ocenia, że w rolnictwie sezonowym brakuje 300 tys. pracowników. Mirosław Maliszewski, prezes Stowarzyszenia Sadowników RP, podkreśla, że rynek prostych prac rolnych przy zbiorze owoców i warzyw jest dla Ukraińców wciąż atrakcyjny.

- Polacy nie chcą pracować sezonowo za około 10 zł na godzinę. Ukraińcy chętnie podejmują się tych prac, bo u siebie za zbieranie owoców otrzymują około 2 zł - mówi.

Andrzej Korkus z EastWestLink podkreśla, że zatrudnianiu Ukraińców w rolnictwie sprzyja też brak dodatkowych wymagań kwalifikacyjnych.

- Żeby zbierać owoce, wystarczy być zdrowym i mieć chęć do pracy - mówi.

Z kolei przedsiębiorcy budowlani, którzy od początku roku złożyli ofertę na zatrudnienie 10 tys. cudzoziemców, wskazują, że możliwość zatrudniania ich przez pół roku bez zezwolenia się nie sprawdziła.

Mimo braków kadrowych w budownictwie ocenianych na około 100 tys. zainteresowanie przedsiębiorców zatrudnianiem Ukraińców od kilku miesięcy utrzymuje się na stałym poziomie.

- Firmy budowlane co miesiąc składają około 2,3 tys. oświadczeń - mówi Jerzy Dworańczyk.

Przedsiębiorcy podkreślają, że zbyt dużo czasu trwa sprowadzenie cudzoziemca. Musi upłynąć kilka miesięcy od momentu złożenia oświadczenia przez firmę, zanim Ukrainiec pojawi się na budowie w Polsce. Wynika to z tego, że okres oczekiwania na wizę waha się od kilku tygodni do kilku miesięcy. W kwietniu na wizę w konsulacie we Lwowie Ukrainiec musiał czekać kilka miesięcy.

- Tak długi okres praktycznie wyklucza sens poszukiwania pracownika. Po podpisaniu kontraktu często muszę rozpocząć prace budowlane po dwóch tygodniach - mówi Józef Zubelewicz, prezes Erbudu.

Zdaniem Andrzeja Korkusa pracodawców zniechęca też konieczność potwierdzenia kwalifikacji cudzoziemca.

- Są one potwierdzane na Ukrainie przez tamtejszą firmę rekrutacyjną lub przez firmę polską - mówi Andrzej Korkus.

W takiej sytuacji polscy przedsiębiorcy wolą zaoferować wyższą stawkę polskiemu budowlańcowi, niż płacić firmie za przeprowadzenie procesu weryfikacji kwalifikacji cudzoziemca. Przedsiębiorcy wskazują też, że od lat domagają się wprowadzenia tzw. systemu kontraktowego. Firma działająca w Polsce jako główny wykonawca zlecałaby różnym zagranicznym podwykonawcom określone prace.

- Kontrakty mogłyby zastąpić indywidualne zezwolenia na pracę, bo dzięki nim firmy unikną mitręgi biurokratycznej - mówi Edward Szwarc, wiceprzewodniczący Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.