Przedstawiona w tym artykule teza głosząca, iż „To, że ciągle jest modyfikowany rządowy program dotyczący profesjonalizacji armii, spowodowane jest niewłaściwym planowaniem Sztabu Generalnego WP” to istne kuriozum. Chyba jedynym racjonalnym wytłumaczeniem dla sformułowania takiej opinii jest (proszę wybaczyć to jedno personalne odniesienie) – pewna obsesja Stanisława Kozieja, wyniesiona z czasów służby w Sztabie Generalnym na przełomie lat 70 i 80 ubiegłego wieku. Tamten okres najwyraźniej utrwalił w jego świadomości pewien schemat funkcjonowania sztabu generalnego i co gorsza wywołał trwałą awersję do wojskowych planistów z Rakowieckiej. Tymczasem w armii zmieniło się niemal wszystko. Czasy układu warszawskiego zostały bezpowrotnie wyparte przez standard demokratycznej cywilnej kontroli na armią, a wojskowi już nie mają w zwyczaju pouczać polityków jak umacniać potencjał obronny państwa. 

Planiści w mundurach przygotowują szczegółowe analizy, wskazują możliwe warianty rozwiązań, przestawiają potencjalne skutki ich wdrożenia, ale kluczowe, strategiczne decyzje należą zawsze do cywilnego ministra resortu Obrony Narodowej. Taką zasadę wszyscy współcześni wojskowi rozumieją, szanują i bezwzględnie respektują. Dlatego wielkość, liczebność armii to decyzja polityczna, a do planistów wojskowych należy dostosowanie do tej decyzji takiego składu i struktury sił zbrojnych, aby były one w stanie sprostać wymogom współczesnego i przyszłego pola walki. Stwierdzenie, iż zła praca wojskowych planistów jest powodem zmieniających się założeń najważniejszej reformy wojska bardzo nas boli i dziwi, gdyż wprowadza czytelników w błąd, budując wrażenie, że wojskowi analitycy i planiści odznaczają się wyjątkową indolencją i nieudolnością. To opinia niezasłużona i z gruntu fałszywa. 

Współczesna polska armia to nie „zamknięta enklawa”, lecz ważne narzędzie realizacji polityki państwa, na które mają wpływ uwarunkowania społeczne i decyzje polityczne wynikające z cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi. Wojskowe planowanie nie odbywa się w próżni, lecz w oparciu o szczegółowe założenia i dokumenty planistyczne. Przygotowywane w Sztabie Generalnym WP programy nie mogą być zatem oderwane od rzeczywistości, lecz wynikają z uwarunkowań, w tym finansowych, określanych wojsku przez władze państwowe, polityczne. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wynikający z pogorszenia wskaźników makroekonomicznych program oszczędnościowy to jak ocenił minister Bogdan Klich: „niewesoła perspektywa dla armii na 2009 rok”. W efekcie kryzysu finansowego byliśmy zmuszeni do weryfikacji wcześniej przyjętych założeń. Oczywiście, rządowy program oszczędności przełożył się także na plany naboru do służby wojskowej. Nie oznacza to jednak rezygnacji
z programu profesjonalizacji Sił Zbrojnych RP. Przeciwnie, pomimo budżetowych ograniczeń, to nadal priorytet resortu Obrony Narodowej. 

Nie ma gotowej recepty czy przepisu na zawodową armię. Jej kształt tworzy się w tyglu wojskowych doświadczeń, analiz i zmieniających się uwarunkowań prawnych, ekonomicznych, społecznych i politycznych. W programowaniu tych zmian polskiej armii towarzyszy bardzo wysokie poparcie społeczne. Nie jest dziełem przypadku, że Wojsko Polskie, którego strategicznym „mózgiem” jest Sztab Generalny uzyskało w ostatnim marcowym sondażu CBOS najwyższy od 11 lat , bo aż 80-cio procentowy poziom społecznej aprobaty. Szczególnie dobrze działalność wojska ocenili ludzie młodzi, którzy są beneficjentami tak krytykowanej przez grupę sceptyków profesjonalizacji. Szkoda, że wysoko ceniony ekspert nie bacząc na te sondaże marnuje swój intelektualny potencjał na permanentną, jak widać nie zawsze trafną krytykę instytucji, która w sposób kompetentny, profesjonalny i z dużym poczuciem odpowiedzialności programuje rozwój Sił Zbrojnych.