Na dzisiejszej konferencji prasowej w Warszawie członkowie zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy wyjaśnili, że chcą podpisania zbiorowego układu pracy lub ustawy o wynagrodzeniach lekarzy.

Podkreślali, że w wielu miastach ich koledzy korzystają z przepisów obowiązujących od początku tego roku i nie zgadzają się na pracę powyżej 48 godz. tygodniowo. Taka sytuacja powoduje, że dyrektorzy szpitali są zmuszeni do podwyższania płac lub zamykania oddziałów.

"Niektórzy dyrektorzy próbują problem rozwiązać, narażając się politykom. To są ci, którzy podpisywali umowy z lekarzami, nawet długotrwałe, na stopniowy wzrost wynagrodzeń. Przez to otrzymali burę od polityków, że zadłużali swoje szpitale. Są też tacy "ambitni" dyrektorzy, którzy próbują przypodobać się politykom i traktują lekarzy jak przedmioty, jak narzędzia, którymi można manipulować" - powiedział szef OZZL Krzysztof Bukiel.

OZZL: jesteśmy skłonni do daleko idących kompromisów

Podczas konferencji związkowcy poinformowali, że najgorsza sytuacja jest obecnie w Szpitalu Powiatowym w Iławie (woj. warmińsko-mazurskie), gdzie 90 proc. lekarzy złożyło wypowiedzenia z pracy, których termin upływa w środę. Placówce grozi zamknięcie, trwają negocjacje.

Likwidacja zagraża także oddziałowi położniczemu w warszawskim szpitalu przy ul. Solec. Także tam lekarze złożyli wypowiedzenia, które kończą się w środę.

W szpitalu powiatowym w Pułtusku (woj. mazowieckie) zamknięto oddziały pediatrii i neonatologii, nieczynna jest też "porodówka".

Przestał także funkcjonować oddział leczenia zeza w szpitalu okulistycznym w Krakowie-Witkowicach.

"Ta tendencja będzie się utrzymywać, dlatego apelujemy po raz kolejny, żeby zawrzeć z lekarzami ogólnopolskie porozumienie, jesteśmy skłonni do daleko idących kompromisów" - mówił szef mazowieckiego OZZL Maciej Jędrzejowski.