Stefaniak przyjął wyrok z rozgoryczeniem i zapowiedział apelację. "Prawo jest złe; państwo nie powinno dopuścić do utraty wartości mojej renty. To zbrodnia i złodziejstwo" - mówił dziennikarzom.

Proces w tej sprawie zaczął się pod koniec stycznia. Rencista, z zawodu mechanik samochodowy, otrzymuje miesięcznie 599 zł, gdy tymczasem według niego ta kwota powinna wynosić ponad 1600 zł. Zaległe kwoty od 1983 r. wyliczył na 238 tys. zł.

Przed sądem mówił, że wysokość otrzymywanej renty nie wystarcza mu na normalne życie, ponadto brakuje mu pieniędzy na środki medyczne konieczne do leczenia cukrzycy.

"Prawa socjalne zapisane w konstytucji nie mogą być bezpośrednio podstawą do określenia kwoty roszczeń"

Sąd uznał jednak, że prawa socjalne zapisane w konstytucji nie mogą być bezpośrednio podstawą do określenia kwoty roszczeń.

"Sąd nie może wkraczać w kompetencje władzy ustawodawczej i wykonawczej i ustalać, jaki poziom zabezpieczenia społecznego jest zgodny z konstytucją" - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Jacek Sadomski.

Dodał, że zbyt niski poziom zabezpieczenia nie zwalnia państwa od odpowiedzialności politycznej, ale sąd w tej sprawie nie ma podstawy do ustalania "słusznego poziomu świadczeń".

Równocześnie zwolnił też powoda z kosztów sadowych i obciążył nimi skarb państwa.