NOWOść

Resort zdrowia planuje zmienić system kształcenia lekarzy. Chce uzupełnić braki kadrowe w rodzimych placówkach ochrony zdrowia. Rząd musi się śpieszyć, bo w szpitalach brakuje medyków, a za kilka lat może być jeszcze gorzej. Kadra lekarska szybko się też starzeje. Już obecnie 75 proc. specjalistów ma więcej niż 56 lat.

- Trzeba skrócić czas nauki lekarzy. Inaczej będziemy mieli do czynienia z olbrzymią luką pokoleniową - wskazuje Ewa Kopacz, minister zdrowia.

Propozycje reformy sytemu kształcenia lekarzy resort ma przygotować do połowy tego roku. Już teraz nie wszystkie zyskują akceptację środowiska medycznego. Na przykład stażyści i rezydenci twierdzą, że zmiany w systemie ich nauczania powinny być poprzedzone wzrostem wynagrodzeń.

Wciąż bez podwyżek

Dzisiaj w życie wchodzi nowelizacja ustawy z 12 marca 2008 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz.U. nr 58, poz. 351). Przewiduje, że wynagrodzenie lekarzy rezydentów (osób odbywających specjalizację w ramach etatów finansowanych z budżetu) ma wynosić co najmniej 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. W I kwartale tego roku wyniosło ono 3047,93 zł brutto. Jednak Ministerstwo Zdrowia, określając wynagrodzenie rezydentów na ten rok, brało wskaźnik sprzed dwóch lat. W 2006 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło 2637,72 zł. To oznacza, że pensja rezydenta w tym roku powinna wynieść około 1850 zł. To natomiast nie satysfakcjonuje młodych lekarzy. Jeszcze w trakcie prac na nowelizacją domagali się, aby ich pensje wynosiły 100 proc. średniej płacy. To nie jedyny powód ich niezadowolenia. Wciąż nie otrzymali obiecanej jeszcze w ubiegłym roku 30-proc. podwyżki wynagrodzeń.

Także stażyści czekają na podwyżki. Nie otrzymali ich, bo minister zdrowia wciąż nie podpisała zmiany rozporządzenia w sprawie stażu podyplomowego. Na podwyżki dla stażystów jest zarezerwowane w tegorocznym budżecie prawie 140 mln zł.

Podzieleni rezydenci

Ministerstwo chce podzielić rezydentów na dwie grupy. Młodszy rezydent, czyli lekarz uczący się na specjalistę, do końca drugiego roku ma zarabiać mniej niż jego kolega, który jest na kolejnym roku specjalizacji.

- To dobra propozycja, bo rezydent na III czy IV roku specjalizacji dysponuje dużo większą wiedzą niż lekarz, który dopiero ją zaczyna - uważa Maciej Krupiński ze Stowarzyszenia Hipokrates.

Minister zdrowia planuje też zniesienie stażu podyplomowego, ale dopiero za sześć lat. Jego likwidacja musi być poprzedzona zmianami w programie nauczania na wydziałach lekarskich. Ostatni rok nauki będzie więc w większości opierać się na praktycznym zastosowaniu wcześniej zdobytej wiedzy. Zdecydowanie większy nacisk ma być położony na zajęcia z zakresu ratownictwa medycznego.

- Likwidacja stażu jest dobrym pomysłem, pod warunkiem że faktycznie zmieni się program nauczania na wydziałach lekarskich - mówi Maciej Krupiński.

Przeciwnego zdania jest Naczelna Rada Lekarska. W jej opinii odbycie stażu jest niezbędne, bo przygotowuje lekarzy do wykonywania zawodu, szczególnie w zakresie medycyny rodzinnej.

- Zniesienie stażu jest możliwe, ale najwcześniej za dziesięć lat - podsumowuje Konstanty Radziwiłł, prezes NRL.

Bezpieczny pacjent

Studia mają się kończyć Lekarskim Egzaminem Państwowym. Obecnie lekarze przystępują do niego po ukończeniu stażu, czyli rok po ukończeniu studiów. Zdanie LEP ma dawać lekarzowi pełne prawo wykonywania zawodu. Tym samym młody lekarz mógłby rozpocząć specjalizację po ukończeniu studiów. Okres jego kształcenia skróciłby się więc o kilka lat.

Samorząd lekarski zwraca uwagę, że ta część absolwentów, która nie złoży egzaminu, ale uzyska absolutorium, nie będzie miała żadnych uprawnień zawodowych. Poza tym rodzą się wątpliwości, czy mimo większego nacisku na praktyczną naukę zawodu na studiach młodzi lekarze będą mieli wystarczającą wiedzę do samodzielnego opiekowania się pacjentami. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Stowarzyszenie Hipokrates wśród studentów V i VI roku studiów medycznych, 80 proc. z nich nie czuje się przygotowana do brania pełnej odpowiedzialności za pacjenta. Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, podkreśla, że skrócenie czasu kształcenia lekarzy nie musi negatywnie odbić się na poziomie opieki nad pacjentem. Wskazuje, że zmiany te powinny spowodować, że jakość świadczeń medycznych poprawi się, bo w szpitalach będzie więcej lekarzy.

- Praca młodego lekarza będzie nadzorowana przez opiekuna, tj. bardziej doświadczonego lekarza - wskazuje Stanisław Maćkowiak.

Zapełnić braki

Zmiany w systemie kształcenia lekarzy mają uzupełnić braki kadrowe w szpitalach. Już teraz, jak wynika z danych resortu zdrowia, w placówkach ochrony zdrowia brakuje 4 tys. lekarzy i około 3 tys. pielęgniarek i położnych. Polska zajmuje też przedostatnie miejsce wśród krajów UE pod względem liczby lekarzy przypadających na mieszkańców. Jest ich 23 na 10 tys. mieszkańców. Dodatkowo polscy lekarze starzeją się. Najgorzej jest wśród pediatrów - przeciętny wiek w tej grupie specjalistów to 59 lat. Bez dopływu młodych lekarzy za kilka lat dostęp do nich będzie bardziej ograniczony niż obecnie.