RAPORT

Szkoły niepubliczne nie będą mogły ubiegać się o dotacje z budżetu na kształcenie studentów studiów stacjonarnych, nie będzie też powszechnej odpłatności za studia - wynika z założeń reformy szkolnictwa wyższego. Dzisiaj przedstawią je premier Donald Tusk i Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Eksperci twierdzą, że brak radykalniejszych zmian, powodujących m.in., że uczelnie publiczne i niepubliczne będą konkurować o studentów na takich samych zasadach, nie poprawi jakości systemu szkolnictwa wyższego.

Kształcenie dla rynku pracy

- Większość krajów europejskich wprowadza różne formy współfinansowania szkolnictwa wyższego przez studentów, ale w powiązaniu ze skutecznym i wydajnym systemem kredytów oraz stypendiów - mówi Jan Sadlak, dyrektor Europejskiego Centrum Szkolnictwa Wyższego UNESCO w Bukareszcie.

Jednocześnie jednak państwa te określają preferowane kierunki studiów ze względu na potrzeby społeczne i gospodarcze kraju. Na tych kierunkach stypendia są wyższe, a opłaty niższe. Państwo dba w ten sposób o poziom wykształcenia i równocześnie ma wpływ na jakość kształcenia oraz liczbę absolwentów poszczególnych kierunków.

Profesor Marek Rocki, były rektor Szkoły Głównej Handlowej i przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej tłumaczy, że konieczność wniesienia opłat za studia zmieniłaby motywację studiujących. Aby podjąć decyzję o wyborze kierunku i długości nauki, musieliby oni przeprowadzić bilans zysków i strat - policzyć, jak szybko koszt studiów zwróci się po ich ukończeniu.

Dodaje, że w ten sposób rynek lepiej weryfikowałby liczbę absolwentów kierunków ekonomicznych, humanistycznych i technicznych. Obecnie tylko 20 proc. studentów kształci się na kierunkach ścisłych, w tym na medycynie. Tymczasem najnowszy raport OECD o szkolnictwie wyższym wskazuje, że oferta dydaktyczna polskich uczelni kształtowana jest ze względu na posiadaną kadrę, a nie potrzeby rynku pracy. Obecnie budżet płaci więc za kształcenie potencjalnych bezrobotnych, a kandydat na bezpłatne studia nie zastanawia się, czy jako absolwent znajdzie pracę.

Czesne lub wpisowe

Polska, wprowadzając zmiany w systemie szkolnictwa wyższego, może skorzystać z doświadczeń innych krajów. We wrześniu 2006 r. odpłatność za studia wprowadziła na przykład Anglia. Uczelnie publiczne mogą określać czesne, ale jego roczna wysokość nie może przekroczyć 3 tys. funtów (12,9 tys. zł). Jednocześnie wprowadzono powszechny system kredytów i stypendiów studenckich. Kredyt może otrzymać każdy, kto dostanie się na studia. Nie ma znaczenia, czy wybierze uczelnię publiczną czy prywatną. Wysokość pożyczki jest określana indywidualnie, zależnie od rodzaju studiów i uczelni. Spłatę kredytu absolwenci rozpoczynają dopiero, gdy ich roczne zarobki przekroczą 15 tys. funtów rocznie.

Nieco inaczej jest w Niemczech. Tam obowiązkowo studenci wpłacają tzw. opłatę semestralną w wysokości od 50 do 200 euro. Jednak poszczególne landy mają prawo wprowadzić czesne za studia. W roku akademickim 2007/2008 Parlament Dolnej Saksonii wprowadził 500 euro czesnego na wszystkich uczelniach. Pieniądze te są jednak przekazywane na fundusz stypendialny dla szczególnie uzdolnionych studentów.

Z kolei we Francji, Danii, Szwecji na publicznych uczelniach obowiązują tylko opłaty administracyjne lub wpisowe. Wynoszą one od 100 do 200 euro. Jednak za studia na prestiżowych francuskich uczelniach tzw. Grand E'ecole, trzeba już zapłacić.

Obecnie o wprowadzeniu odpłatności za studia dyskutują Czesi. Mirek Topolanek, premier Czech, zaznacza, że na debacie może się nie skończyć. Wprowadzenie odpłatności nastąpi jednak najwcześniej w 2010 roku.

Z kolei 84 proc. Węgrów, którzy wzięli udział w marcowym referendum, opowiedziało się przeciwko wprowadzeniu dla studentów państwowych uczelni odpłatności za studia.

- Ten wynik nie dziwi - mówi Jan Sadlak.

Wskazuje, że społeczeństwo pytane o to, czy zgadza się na wprowadzenie dodatkowych opłat za usługi edukacyjne czy zdrowotne, zawsze odpowie nie.

Fikcja bezpłatnych studiów

Eksperci OECD w raporcie o szkolnictwie wyższym zwracają uwagę, że w Polsce nie ma bezpłatnych studiów. Za naukę płaci ponad połowa studentów.

Profesor Tadeusz Luty, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich dodaje, że na bezpłatne studia dostają się najzamożniejsi studenci, którzy często dzięki lepszemu dostępowi na przykład do dodatkowych zajęć lepiej wypadają na maturze. A w takiej sytuacji osoby mało zamożne muszą podwójnie finansować swoją edukację - opłacając czesne i podatki.

Co prawda w Polsce nie przeprowadzono badań, które jednoznacznie potwierdzają tę tezę, jednak z danych GUS wynika, że na uczelniach niepublicznych jest więcej osób korzystających z pomocy adresowanej do niezamożnych studentów. Spośród 85 tys. studentów otrzymujących stypendia socjalne 48 tys. studiuje w szkołach niepublicznych, a 37 tys. w publicznych.

Polska odkłada decyzję

Barbara Kudrycka zapewnia, że w najbliższym czasie nie wprowadzi powszechnej odpłatności za studia, ponieważ nie ma na to politycznej zgody. Dodaje jednak, że do 2013 roku nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe powinny osiągnąć 2 proc. PKB. Dziś stanowią 1,3 proc. Zapewnia, że dodatkowych pieniędzy resort nie będzie szukał w kieszeniach studentów studiów dziennych na publicznych uczelniach.

Krzysztof Pawłowski, były rektor Wyższej Szkoły Biznesu z Nowego Sącza, członek zespołu opracowującego założenia reformy szkolnictwa wyższego uważa, że bez wprowadzenia zmian systemowych dodatkowe pieniądze na szkolnictwo wyższe zostaną zmarnowane. Obecnie nikt nie sprawdza, czy publiczne szkoły wyższe, finansowane głównie z budżetu i wpływów z opłat za studia niestacjonarne, efektywnie gospodarują majątkiem.

Profesor Jerzy Błażejewski, przewodniczący Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, przyznaje, że uczelnie powinny racjonalizować mechanizmy zarządzania tak, aby efektywnie wydatkować pozyskiwane środki. Według GUS koszt jednostkowy studiów na kierunku ekonomicznym na uczelniach prywatnych jest o 2,6 tys. zł niższy niż na publicznych.

Pieniądze za studentem

Zdaniem Krzysztofa Pawłowskiego, uczelnie publiczne zaczęłyby lepiej gospodarować funduszami, gdyby została wprowadzona konkurencja w ubieganiu się o środki publiczne pomiędzy uczelniami publicznymi i prywatnymi. Obecnie budżet finansuje jedynie studia stacjonarne na uczelniach publicznych. Według rektorów szkół niepublicznych objęcie dotacją studentów dziennych w ich uczelniach kosztowałoby budżet 400 mln zł.

W Anglii czy Stanach Zjednoczonych pieniądze podążają za studentem, niezależnie od tego, czy wybierze uczelnię publiczną czy prywatną. W Polsce rząd zamierza jednak na razie dofinansować jedynie studia doktoranckie w uczelniach niepublicznych. Według GUS w ubiegłym roku akademickim na stacjonarnych studiach doktoranckich uczyło się 21 tys. osób, w tym w szkołach niepublicznych jedynie 1,3 tys.

Mirosław Zdanowski, rektor Akademii Finansów wskazuje, że gdyby budżet współfinansował studia dzienne na uczelniach niepublicznych, byłby to pierwszy krok do zrównania w prawach studentów.

Zalecenia OECD

Eksperci OECD postulują wprowadzenie powszechnego czesnego. Jego kwota powinna być dostatecznie wysoka, aby wymogła na studentach mądry wybór programów studiów. Jednocześnie organizacja zaleca rozbudowanie systemu stypendiów i kredytów. Wskazuje, że przyznawaniem pomocy nie powinny zajmować się uczelnie, ale wyspecjalizowana agencja rządowa. Natomiast wysokość dotacji przyznawanej z budżetu, niezależnie od tego, kto jest właścicielem uczelni, powinna zależeć od jej osiągnięć.

Jan Sadlak podkreśla, że bez odpowiednich zmian polskie uczelnie nie mają szans na dobre pozycje w międzynarodowych rankingach. Obecnie w setce najlepszych europejskich uczelni nie ma żadnej z Polski. W światowej pięćsetce są dwie: Uniwersytet Jagielloński i Warszawski.

1,9 mln studentów jest w Polsce

804 tys. nie płaci za studia dzienne w uczelniach publicznych

OPINIA

PRZEMYSŁAW RZODKIEWICZ

wiceprzewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej

Odpłatność za studia musi być powiązana ze zwiększeniem poziomu pomocy materialnej dla studentów. Z krajów OECD jedynie Estonia przeznacza mniej na stypendia i kredyty studenckie niż Polska. Środki publiczne powinny być w różnych formach kierowane najpierw do studentów, a dopiero przez ich decyzje do uczelni. Wprowadzenie dodatkowych opłat z kieszeni studenta, bez zmiany w funkcjonowaniu i zarządzaniu uczelni, nie poprawi jakości kształcenia i jego dostępności.